Czy wracają wielkie fuzje? AstraZeneca i Bristol Myers Squibb rozmawiają o połączeniu
AstraZeneca i Bristol Myers Squibb miały rozmawiać o połączeniu. Ewentualna fuzja byłaby ogromną transakcją w branży farmaceutycznej. Pojawia się ona w momencie, gdy inwestorzy spodziewają się bardziej przychylnego podejścia amerykańskiej administracji do dużych przejęć.
AstraZeneca już teraz ma jeden z najsilniejszych profili wzrostu organicznego w branży farmaceutycznej. Spółka zmierza do osiągnięcia 80 mld USD rocznej sprzedaży do 2030 roku. Z tego powodu nie musi koniecznie przeprowadzać ogromnej fuzji.
Połączenie oznaczałoby jednak przejęcie przez AstraZenecę problemu wygasających patentów Bristol Myers Squibb. Chodzi o kilka ważnych, starszych leków. Bristol Myers Squibb musi przygotować się na silną konkurencję ze strony leków generycznych, czyli tańszych odpowiedników po wygaśnięciu ochrony patentowej. Jednym z najbardziej znanych leków zagrożonych takim scenariuszem jest Eliquis.
Istnieje ryzyko, że przejęcie leków znajdujących się tak blisko końca ochrony patentowej osłabiłoby działalność AstraZeneki napędzaną rozwojem w obszarze onkologii. Obie firmy mają też silną pozycję w leczeniu nowotworów. Ich działalność częściowo się pokrywa, między innymi w dziedzinie immunoterapii. Obie spółki rozwijają również leki ukierunkowane na te same cele terapeutyczne.
Taka fuzja mogłaby napotkać przeszkody związane z ochroną konkurencji. Transakcję musiałyby ocenić między innymi amerykańska Federalna Komisja Handlu (FTC) oraz europejskie organy regulacyjne.
Jednym z możliwych powodów zainteresowania transakcją może być chęć zwiększenia obecności AstraZeneki w Stanach Zjednoczonych. Bristol Myers Squibb uzyskuje około 69% przychodów z USA, podczas gdy w przypadku AstraZeneki jest to 42%.
Historia wielkich fuzji farmaceutycznych często pokazuje, że prowadzą one do spadku wartości dla akcjonariuszy. Ewentualne połączenie mogłoby także skłonić inne duże koncerny do przeprowadzenia defensywnych fuzji, czyli transakcji zawieranych głównie po to, by nie pozostać w tyle za konkurencją.
Proste przejęcie Bristol Myers Squibb za gotówkę i przy wykorzystaniu długu byłoby praktycznie niemożliwe. Żadna z firm nie ma samodzielnie wystarczającej siły bilansowej, by sfinansować taką transakcję. Zdolność Bristol Myers Squibb do zawierania transakcji oceniana jest na około 32 mld USD, a AstraZeneki na około 37 mld USD.
Nie każda fuzja kończy się niepowodzeniem, a dobrze zaplanowane przejęcia mogą przynosić korzyści. W tym przypadku pojawiają się jednak opinie, że połączenie mogłoby służyć przede wszystkim zwiększeniu skali działalności, a nie rozwiązaniu konkretnego problemu biznesowego. Większa obecność AstraZeneki w USA może nie być wystarczającym uzasadnieniem, skoro Bristol Myers Squibb już teraz uzyskuje z tego rynku około 69% przychodów.
Ważnym problemem byłoby także podobieństwo oferty obu spółek. Po fuzji jeden z obiecujących leków rozwijanych obecnie przez którąś z firm mógłby zostać odłożony na później albo otrzymać mniej uwagi, jeśli w połączonym portfelu znalazłby się podobny preparat uznany przez zarząd za ważniejszy.
Zainteresowanie dużymi fuzjami może wynikać z przekonania, że obecna administracja w USA jest przychylna takim transakcjom. Dotychczasowe działania nie dają jednak jednoznacznego potwierdzenia tej oceny. Sama percepcja rynku może wystarczyć, by w ciągu najbliższych sześciu lub dziewięciu miesięcy pojawiło się więcej ambitnych prób przejęć. Firmy, które chcą zakończyć transakcję przed wyborami w 2028 roku, muszą odpowiednio wcześnie rozpocząć procedury.
Duże przejęcia nadal mogą być przedmiotem pozwów wnoszonych przez poszczególne stany. Przykładem jest transakcja Paramount i Warner Bros. Discovery, która została opóźniona i nie została jeszcze sfinalizowana. W branży farmaceutycznej dodatkowa konkurencja jest istotna nie tylko dla konsumentów, lecz także dla badań nad nowymi terapiami.
Drugim ważnym tematem są stopy procentowe. Na początku 2026 roku rynek oczekiwał kilku obniżek stóp przez Rezerwę Federalną. W połowie roku inwestorzy zaczęli natomiast brać pod uwagę nawet kilka podwyżek. Zmiana oczekiwań wpłynęła również na rynek obligacji.
Stopy procentowe wpływają na giełdę na kilka sposobów. Określają koszt pożyczania pieniędzy przez firmy oraz stopę dyskontową, czyli poziom używany przez inwestorów do przeliczania przyszłych zysków spółek na ich dzisiejszą wartość. Wyższe stopy mogą też zmniejszać skłonność inwestorów do płacenia wysokich cen za akcje, ponieważ mają oni inne możliwości wykorzystania kapitału.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA wzrosła do poziomu niewidzianego od 2007 roku albo bardzo blisko tego poziomu. W przypadku obligacji 30-letnich rentowność osiągnęła poziom niewidziany od 2007 roku, a w zależności od dokładnej wartości nawet od 2004 roku.
Obecne stopy procentowe nadal mieszczą się w typowym przedziale z ostatnich 50 lat. Zdrowe i dobrze zarządzane firmy powinny być w stanie działać w takich warunkach. Większym problemem dla rynku może być jednak wiarygodność Rezerwy Federalnej.
Od dziesięcioleci, jeszcze od czasów prezesa Fedu Alana Greenspana, inwestorzy wierzyli, że bank centralny wkroczy do działania przy pierwszych oznakach problemów i wesprze rynek. To przekonanie zostało osłabione.
Rezerwa Federalna utrzymała stopy bez zmian na ostatnim posiedzeniu, ale mimo to rentowności obligacji wzrosły. Gdyby Fed podniósł wówczas stopy o 25 punktów bazowych (0,25 punktu procentowego), oprocentowanie kredytów hipotecznych i długoterminowe stopy procentowe mogłyby pozostać bez zmian, a nawet spaść. Oznacza to, że dla rynku wiarygodność banku centralnego może mieć większe znaczenie niż sam poziom stóp w danym dniu.
Rezerwa Federalna ma ograniczony zestaw narzędzi. Jej dużą siłą jest możliwość wpływania na oczekiwania inwestorów za pomocą komunikatów. Jeśli rynek przestaje wierzyć, że bank centralny będzie w stanie skutecznie reagować na problemy, może to prowadzić do większej zmienności. Słabsza wiarygodność oznacza także brak dodatkowego zabezpieczenia, na które inwestorzy wcześniej mogli liczyć.
Warto rozróżnić krótkoterminową stopę kontrolowaną bezpośrednio przez Fed od rentowności obligacji 10-letnich. Stopa Fedu dotyczy przede wszystkim okresu od zera do trzech miesięcy. Bank centralny nie ustala bezpośrednio rentowności obligacji 10-letnich, która ma większe znaczenie między innymi dla oprocentowania kredytów hipotecznych.
Oprocentowanie kredytów hipotecznych pod koniec czerwca, czyli nieco ponad miesiąc przed nagraniem, wynosiło 3,3% lub 4,37%, a w momencie nagrania sięgało już 4,69%. To pokazuje, że nie tylko Fed, lecz także cały rynek domaga się wyższej zapłaty za udostępnianie kapitału.
Rynek obligacji i rynek akcji wysyłają obecnie różne sygnały dotyczące gospodarki. Rentowności obligacji rosną do poziomów obserwowanych ostatnio 10 lub 20 lat temu, co oznacza wyraźny wzrost podstawowego kosztu pożyczania pieniędzy. Jednocześnie akcje nadal są notowane blisko rekordowych poziomów.
Część inwestorów zachowuje się tak, jakby wysokie stopy procentowe nie miały większego znaczenia. Istnieje jednak obawa, że wydatki kilku największych firm technologicznych maskują szersze spowolnienie w gospodarce. Największe przedsiębiorstwa technologiczne inwestują miliardy dolarów w sztuczną inteligencję i infrastrukturę cyfrową, co może utrzymywać główne indeksy na wyższych poziomach, niż wynikałoby to z kondycji całej gospodarki.
Dyskusje o AMD na forum
Forum spółki →▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.