Przejdź do treści
InwestHubDla inwestora — bez reklam

Trump zapowiada obniżkę cen mielonej wołowiny o 25%

Redakcja InwestHub · 23 sierpnia 2026 02:24

Mielona wołowina stała się jednym z najbardziej widocznych symboli kryzysu kosztów życia w Stanach Zjednoczonych. Prezydent Donald Trump zapowiedział działania, które mają obniżyć jej ceny.

W piątek Trump poinformował, że Stany Zjednoczone tymczasowo zawieszą podwyższone cła na import do 300 000 ton metrycznych mielonej wołowiny w ciągu najbliższych 90 dni. Ma to zwiększyć podaż tańszego mięsa na rynku.

„Mamy zobowiązanie, że ta wołowina będzie sprzedawana o 25% poniżej obecnych cen rynkowych” – napisał Trump w serwisie Truth Social. Dodał, że porozumienie obniży ceny dla Amerykanów, a jednocześnie stworzy warunki do odbudowy amerykańskiego stada bydła.

Dla gospodarstw domowych, które obserwują wzrost rachunków za zakupy spożywcze, decyzja ma szczególne znaczenie. Według danych federalnych średnia cena mielonej wołowiny wyniosła w lipcu 6,89 USD za funt. To o 10% więcej niż rok wcześniej i aż o 77% więcej niż na początku 2020 roku.

Za wzrostem cen stoi trudna sytuacja po stronie podaży. Amerykańskie stado bydła zmniejszało się przez lata z powodu susz, wysokich kosztów pasz oraz redukcji hodowli. Jednocześnie popyt konsumentów na wołowinę pozostał wysoki.

Presja cenowa może szybko nie ustąpić. Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA) prognozuje, że w 2026 roku ceny wołowiny i cielęciny wzrosną o 10,7%.

Decyzja Trumpa ma zwiększyć podaż mięsa i zagwarantować, że przynajmniej część importowanej wołowiny trafi na rynek ze znaczną obniżką. Nie ma jednak pewności, jak mocno przełoży się to na ceny hamburgerów w sklepach.

Część ekspertów uważa, że dodatkowy import będzie stanowił stosunkowo niewielką część ogromnego amerykańskiego rynku wołowiny. To może ograniczyć jego wpływ na ceny w całym kraju. Niezadowolenie wyraziło również National Cattlemen’s Beef Association, największa organizacja branży hodowli bydła w USA.

„Amerykańscy hodowcy bydła podzielają cel, jakim jest utrzymanie przystępnych cen żywności dla konsumentów. Zalanie rynku subsydiowaną przez państwo wołowiną sprzedawaną poniżej cen rynkowych nie jest jednak sposobem na odbudowę amerykańskiego stada bydła” – powiedział Colin Woodall, dyrektor generalny organizacji.

Mielona wołowina nie jest jedynym wydatkiem, który obciąża amerykańskie gospodarstwa domowe. Żywnościowa część indeksu cen konsumpcyjnych w USA wzrosła o około 34% od początku 2020 roku. W tym samym czasie koszty mieszkaniowe zwiększyły się o około 33%, a ceny energii wzrosły o około 43%.

W dłuższej perspektywie wpływ inflacji na siłę nabywczą Amerykanów jest jeszcze wyraźniejszy. Według Federal Reserve Bank of Minneapolis 100 USD w 2026 roku ma taką samą siłę nabywczą jak 11,74 USD w 1970 roku.

Jednym ze sposobów ochrony majątku przed inflacją od lat jest złoto. W przeciwieństwie do walut fiducjarnych, czyli pieniędzy emitowanych przez państwo bez pokrycia w konkretnym aktywie, złota nie można dowolnie dodrukować przez bank centralny.

Złoto jest także uznawane za bezpieczną przystań. Nie jest związane z jednym krajem, walutą ani gospodarką. W okresach zawirowań gospodarczych lub niepewności geopolitycznej inwestorzy często zwiększają zainteresowanie tym metalem, co może podbijać jego cenę.

Ray Dalio, założyciel funduszu hedgingowego Bridgewater Associates, wielokrotnie wskazywał na rolę złota w odpornym portfelu inwestycyjnym. „Ludzie zazwyczaj nie mają w swoich portfelach wystarczającej ilości złota. Kiedy nadchodzą trudne czasy, złoto jest bardzo skutecznym elementem dywersyfikacji” – powiedział Dalio w rozmowie z CNBC w ubiegłym roku. Dywersyfikacja oznacza podział pieniędzy między różne aktywa, aby ograniczyć zależność od jednego rynku.

W ciągu ostatnich pięciu lat, gdy inflacja stopniowo zmniejszała siłę nabywczą dolara, cena złota wzrosła o 153%. Jamie Dimon, dyrektor generalny JPMorgan, ocenił, że w obecnych warunkach złoto może z łatwością wzrosnąć do 10 000 USD za uncję.

Innym aktywem, które historycznie pomagało ograniczać wpływ inflacji, są nieruchomości. Gdy inflacja rośnie, ceny nieruchomości często zwiększają się razem z kosztami materiałów, pracy i gruntów. Zwykle rosną także czynsze, zapewniając właścicielom mieszkań przychody częściowo dostosowujące się do inflacji.

W ciągu ostatnich 10 lat indeks S&P Cotality Case-Shiller U.S. National Home Price NSA Index wzrósł o 88%. Odzwierciedla to silny popyt na mieszkania i ograniczoną podaż.

Wysokie ceny domów utrudniają jednak zakup nieruchomości, zwłaszcza przy nadal podwyższonych stopach oprocentowania kredytów hipotecznych. Wynajem mieszkań wymaga również zaangażowania w obsługę najemców, konserwację i naprawy.

Inflację można też próbować ograniczać dzięki inwestowaniu w akcje. Warren Buffett, który prowadził portfel akcji Berkshire Hathaway w okresie dwucyfrowej inflacji w latach 70. XX wieku, wskazywał na dwie cechy firm odpornych na wzrost cen: możliwość łatwego podnoszenia cen oraz zdolność do zwiększania skali działalności bez konieczności ponoszenia dużych nakładów na nowy kapitał.

Oznacza to, że przedsiębiorstwa z silną pozycją cenową i umiarkowanymi potrzebami kapitałowymi mogą lepiej chronić rentowność, gdy rosną koszty działalności.

Buffett podkreślał również, że inwestor nie musi samodzielnie wybierać pojedynczych akcji, aby uczestniczyć we wzroście rynku. „Moim zdaniem dla większości osób najlepszym rozwiązaniem jest posiadanie funduszu indeksowego S&P 500” – stwierdził. Taki fundusz daje udział w wynikach 500 największych amerykańskich spółek z różnych branż, zapewniając szeroką dywersyfikację bez konieczności ciągłego śledzenia rynku i aktywnego handlu.

Zobacz nasze centrum wiedzy o Surowce

▸ Komentarze (0)

Komentujesz jako Anonim. Bez konta, bez emaila.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.