Przejdź do treści
InwestHubDla inwestora — bez reklam

Największe od prawie 30 lat sierpniowe zaskoczenie w danych o zatrudnieniu może być mniej imponujące, niż się wydaje

Redakcja InwestHub · 5 września 2026 16:34

Raport o zatrudnieniu w USA za sierpień na pierwszy rzut oka wyglądał wyjątkowo dobrze. Pracodawcy utworzyli 162 tys. miejsc pracy, podczas gdy ekonomiści oczekiwali 55 tys. Wynik przebił wszystkie 76 prognoz ankietowanych ekonomistów.

Kevin Gordon, szef zespołu zajmującego się analizą makroekonomiczną i strategią w Schwab, zauważył, że był to największy sierpniowy pozytywny odchył od rynkowego konsensusu w danych sięgających 1998 roku.

Po gwałtownych zmianach sytuacji na rynku pracy w pierwszych miesiącach roku łatwo było uznać, że zatrudnienie nagle zaczęło rosnąć znacznie szybciej. Dwa niestabilne segmenty rynku pracy pokazują jednak mniej jednoznaczny obraz.

Restauracje i bary zwiększyły zatrudnienie o 59 tys. osób, a lokalna oświata — o 42 tys. Łącznie odpowiadały za 62% całego sierpniowego wzrostu. Na pozostałą część gospodarki przypadło więc 61 tys. nowych miejsc pracy.

Oba te wyniki wymagają jednak dodatkowego wyjaśnienia. Restauracje i bary tworzyły w poprzednim roku średnio tylko 12 tys. miejsc pracy miesięcznie. Z kolei wzrost zatrudnienia w oświacie w dużej mierze odwrócił spadek odnotowany w lipcu.

Analitycy Bloomberg Economics poszli jeszcze dalej. Ich zdaniem niemal całe pozytywne zaskoczenie wynikało z wyjątkowo łagodnej korekty sezonowej, czyli metody uwzględniania regularnych zmian występujących w danych o różnych porach roku. Mogła ona odzwierciedlać zakłócenia związane z mistrzostwami świata, które wpłynęły na typowe wzorce zatrudnienia w branży rekreacyjnej i hotelarsko-gastronomicznej.

Koncentracja wzrostu zatrudnienia w kilku segmentach nie jest nowym zjawiskiem. W maju raport również miał swoją „Wielką Trójkę”: branża rekreacyjna i hotelarsko-gastronomiczna, lokalne władze oraz ochrona zdrowia odpowiadały wtedy za niemal cały miesięczny wzrost zatrudnienia.

Nie oznacza to jednak, że sierpniowy raport był słaby. Dane za dwa poprzednie miesiące zrewidowano w górę. Zmiany te wymazały wcześniej podaną informację o spadku zatrudnienia w lipcu i pokazały, że letnie spowolnienie było mniej dotkliwe, niż wynikało z danych opublikowanych miesiąc wcześniej.

Po raz pierwszy od niemal roku wzrósł również wskaźnik aktywności zawodowej, czyli udział osób pracujących lub szukających pracy wśród ludności w wieku produkcyjnym. Stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie 4,1%.

W efekcie letnie osłabienie rynku pracy wygląda teraz mniej poważnie, niż sugerowały miesięczne nagłówki. Kolejną wskazówkę przyniosły wynagrodzenia. Ich wzrost nieco zwolnił, choć pracownicy przepracowali nieznacznie więcej godzin. Oznacza to większe dochody pracowników bez wyraźnego wzrostu presji płacowej.

Joe Brusuelas, główny ekonomista RSM, zwrócił uwagę na strukturę nowych miejsc pracy:

„Struktura raportu była zdecydowanie przechylona w stronę miejsc pracy o niższych wynagrodzeniach”.

To pomaga wyjaśnić, dlaczego piątkowe dane mogły wyglądać mocno, a jednocześnie nie sugerować szczególnie silnej presji inflacyjnej. Dla Rezerwy Federalnej większym pytaniem pozostaje więc właśnie inflacja.

Kevin Gordon dostrzegł także szeroki wzrost zatrudnienia poza dwoma niestabilnymi segmentami. Jednocześnie sprzeciwił się interpretowaniu wzrostu zatrudnienia o 162 tys. jako początku nowego boomu na rynku pracy.

„To nie jest impuls prowadzący do przegrzania gospodarki” — ocenił.

Jesienna Konferencja Independent Trader — zapisz się za darmoZobacz nasze centrum wiedzy o Makro i gospodarka

▸ Komentarze (0)

Komentujesz jako Anonim. Bez konta, bez emaila.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.