Czy indeksowe ETF-y na S&P 500 mogą być ryzykowne? W tle rosnąca koncentracja i alternatywa w postaci równego ważenia
Najczęściej rekomendowanym sposobem inwestowania w akcje z amerykańskiego rynku jest tani ETF na S&P 500, na przykład Vanguard S&P 500 ETF (VOO) albo SPDR S&P 500 ETF (SPY). Tego typu fundusze mają proste założenie: kupujesz ekspozycję na indeks, który obejmuje 500 największych spółek.
To jednak nie jest produkt bez wad. Kluczowy problem leży w samej konstrukcji indeksu.
Co jest nie tak z S&P 500?
S&P 500 jest indeksem ważonym kapitalizacją rynkową (market-cap weighted). Oznacza to, że im większa spółka pod względem wartości rynkowej, tym większy ma udział w indeksie i tym więcej „twojego” kapitału trafia w nią w ramach funduszu.
Widać to szczególnie mocno po udziale największych spółek. Na 12 czerwca 2026 r. 10 największych komponentów S&P 500 miało następujące wagi:
- Nvidia: 7,43%
- Alphabet (klasy A i C): 6,59%
- Apple: 6,48%
- Microsoft: 4,35%
- Amazon.com: 3,92%
- Broadcom: 2,74%
- Tesla: 2,26%
- Meta Platforms: 2,17%
- Micron Technology: 1,65%
- Berkshire Hathaway: 1,56%
Na pierwszy rzut oka te wartości mogą nie wyglądać „aż tak” wielko, ale przy przypomnieniu, że pozostałe ok. 490 spółek tworzy resztę indeksu, zmienia się perspektywa. Te 10 firm odpowiada łącznie za ok. 2% liczby wszystkich notowanych spółek w indeksie, a jednocześnie za 39% jego łącznej wartości.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli inwestujesz „w 500 największych spółek”, to ponad jedna trzecia twojej ekspozycji idzie do zaledwie dziesięciu nazw.
Dla porównania: w S&P 500 spółki znajdujące się dalej w kolejności mają już niewielkie udziały. McDonald's zajmował 54. miejsce z wagą 0,30%, PepsiCo 59. miejsce (0,29%), Pfizer 80. (0,22%), Kroger 261. (0,06%), a Clorox 468. (0,02%).
To nie musi być wadą, jeśli akceptujesz dominację dużych technologicznych gigantów — zwłaszcza że w ostatnich latach wiele z tych spółek rosło dynamicznie. Trzeba jednak brać pod uwagę zachowanie rynku w gorszych okresach: podczas bessy lub korekty to właśnie „liderzy wzrostu” często spadają mocniej. Dla inwestora z bardzo długim horyzontem może to być do udźwignięcia, ale nie jest to sytuacja idealna.
Czy istnieje lepsza alternatywa dla funduszy na S&P 500?
Jest rozwiązanie, które zmienia sposób ważenia spółek w portfelu: ETF oparty o S&P 500, ale z równym ważeniem (equal-weight). Zamiast kapitalizacji rynkowej każda z 500 spółek ma w funduszu taki sam „prawie” udział, a nie rosnący wraz z wielkością firmy.
Przykładem jest Invesco S&P 500 Equal Weight ETF (RSP). W tym wariancie składowe są rebalansowane kwartalnie. W praktyce oznacza to, że między rebalansami wagi poszczególnych spółek potrafią się zmieniać w czasie, gdy kursy akcji rosną lub spadają.
Na 10 czerwca 2026 r. dziesięć największych pozycji w RSP miało wagę (top 10) w następującej kolejności:
- Dell Technologies: 0,48%
- SanDisk: 0,48%
- Intel: 0,42%
- Advanced Micro Devices: 0,42%
- Humana: 0,40%
- Micron Technology: 0,40%
- Hewlett Packard Enterprise: 0,40%
- Seagate Technology: 0,40%
- ON Semiconductor: 0,35%
- Western Digital: 0,35%
Warto zwrócić uwagę na Micron Technology: w klasycznym, kapitalizacyjnym ujęciu S&P 500 w analizie z 12 czerwca 2026 miała wagę 1,67%, natomiast w equal-weight ETF jej udział jest znacznie niższy — 0,35%.
W efekcie takie podejście sprawia, że dużo większa część portfela trafia w pozostałe 490 spółek. Nie oznacza to, że którykolwiek „średniak” dostaje wielki udział — każdy ma nadal relatywnie niewielkie znaczenie — ale zmniejsza się dominacja dziesięciu największych firm.
Equal-weight ETF na S&P 500 może nie zapewniać tak szybkiego tempa wzrostu jak wariant ważony kapitalizacją. Z drugiej strony w okresach spadków może lepiej „trzymać” wartość. W ciągu ostatnich 15 lat RSP osiągał średnio ok. 12% rocznie, podczas gdy Vanguard S&P 500 ETF (VOO) ok. 14,4%. Różnica istnieje, ale nie jest ogromna.
Czy kupować Vanguard S&P 500 ETF już teraz?
Przed zakupem VOO zwraca się uwagę na konkurencyjne podejście: analitycy Stock Advisor wskazali 10 ich zdaniem najlepszych spółek do kupna i nie znalazł się wśród nich Vanguard S&P 500 ETF.
W tym ujęciu przywoływano też historyczne przykłady z list Stock Advisor: 17 grudnia 2004 r. Netflix trafił na listę, a inwestycja 1.000 USD z tamtego momentu miała urosnąć do 433.268 USD. Z kolei 15 kwietnia 2005 r. Nvidia pojawiła się na liście, a 1.000 USD miało zamienić się w 1.259.391 USD.
Łączny średni zwrot Stock Advisor ma wynosić 935%, przy 206% dla S&P 500.
Inwestorzy powinni jednak pamiętać o tym, jak działa sama różnica konstrukcji indeksu: w klasycznym S&P 500 największe firmy mogą stanowić dużą część ekspozycji, natomiast w wariancie równo ważonym portfel jest mniej skoncentrowany. Jeśli ktoś szuka sposobu na mniejsze „przywiązanie” do topowych spółek, ETF z equal-weight na S&P 500 jest naturalnym punktem odniesienia.
Dyskusje o AAPL na forum
Forum spółki →▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.