Berkshire Hathaway kupi Taylor Morrison za 8,5 mld USD — co stoi za tą decyzją
Pod koniec ubiegłego miesiąca Berkshire Hathaway poinformował, że w pełni przejmie Taylor Morrison — amerykańskiego dewelopera domów. Transakcja ma wartość 8,5 mld USD i zostanie zrealizowana w całości w gotówce.
Rynek zdążył już oswoić się z „co” tej decyzji, ale pozostaje pytanie o „dlaczego”. Prezes Greg Abel, który kieruje Berkshire Hathaway od początku tego roku, prowadził w ostatnich miesiącach szerszą przebudowę portfela: zwiększał zaangażowanie m.in. w Alphabet, zbudował nową pozycję w Delta Air Lines i wycofał się z części mniejszych aktywów, które słabiej wpływały na całość wyników kapitałowych.
W tym kontekście decyzja z końca maja o całkowitym przejęciu Taylor Morrison wyróżniła się szczególnie mocno. Skala transakcji zapada bowiem w czasie, gdy branża budownictwa mieszkaniowego w USA nie działa na pełnych obrotach. Potwierdzają to ostatnie raporty kwartalne innych dużych graczy w sektorze: popyt jest ograniczony, a presja na marże i zyski utrzymuje się.
Taylor Morrison nie odchodzi od tego obrazu. W pierwszym kwartale przychody spadły o 27% rok do roku, a zysk na akcję skurczył się do poziomu ponad połowę mniejszego niż rok wcześniej. Jednocześnie spółka zwiększyła backlog — portfel zleceń — o 23% między czwartym a pierwszym kwartałem. Mimo to prognozuje, że łączne oddania (liczba zakończonych domów) spadną w tym roku o 15%.
Mimo tak trudnego otoczenia, Berkshire uznał wycenę za atrakcyjną. Nawet po ogłoszeniu oferty premium, kursowo Taylor Morrison pozostaje „tanim” zakupem: inwestorzy płacą około 13,6 razy za prognozowane zyski na akcję za bieżący rok — 5,29 USD — z perspektywą odbicia w kolejnym roku do ok. 6,50 USD na akcję.
Część logiki wydaje się podobna do tego, co Berkshire zwykł wykorzystywać w cyklach rynkowych: spółka traktuje trudności jako zjawisko cykliczne, które z czasem mija. W tle są czynniki, które ograniczają aktywność na rynku mieszkaniowym — m.in. wzrost inflacji i nerwowość konsumentów, a także rosnąca skłonność do niespłacania kredytów hipotecznych. Dane z rynku wskazują, że w pierwszym kwartale przypadki defaultów (niespłacania) rosły zarówno kwartał do kwartału, jak i rok do roku.
Równocześnie, nawet przy słabszej koniunkturze, w USA wciąż brakuje mieszkań. W raporcie opublikowanym przez Biały Dom wskazano, że kraj potrzebuje dodatkowych 10 mln domów ponad obecny poziom podaży. Dla porównania: amerykańskie dane rządowe (U.S. Census Bureau) pokazują, że w ubiegłym roku wybudowano mniej niż 1,5 mln domów.
Berkshire bierze jednak na siebie określone ryzyko. Największa niewiadoma dotyczy tego, jak długo potrwa „wiatr w plecy” w drugą stronę dla całego sektora i czy sytuacja nie pogorszy się jeszcze bardziej, zanim zacznie się poprawa. Abel — zgodnie ze stylem zarządzania kojarzonym z Warrenem Buffett’iem — podchodzi do inwestycji z perspektywą długoterminową.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli przejęcie nie zacznie szybko przekładać się na wyniki finansowe konglomeratu, Berkshire chce wykorzystać moment, gdy cena wejścia jest względnie korzystna. Zbyt długie czekanie na jeszcze tańszy wariant mogłoby sprawić, że transakcja stanie się droższa — a w skrajnym scenariuszu nawet przestałaby dojść do skutku, jeśli rynek wyceni ją wyżej.
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.