Przejdź do treści
InwestHubDla inwestora — bez reklam

Rubio: tanie towary kosztowały Amerykę miliony miejsc pracy. Cła mogą zagrozić emeryturom

Redakcja InwestHub · 6 sierpnia 2026 16:51

Przez dziesięciolecia Amerykanie korzystali z coraz tańszych towarów produkowanych za granicą. Zdaniem sekretarza stanu Marco Rubio ta korzyść miała jednak ukryty koszt: osłabienie krajowego przemysłu i utratę milionów miejsc pracy.

„Zaczęliśmy mówić: nie obchodzi nas, gdzie powstają produkty. Niech będą produkowane w innym kraju, jeśli tylko oznacza to niższe ceny dla Amerykanów” – powiedział Rubio w niedawnym wystąpieniu w Fox News.

„W efekcie doprowadziło to do deindustrializacji naszego kraju i kosztowało nas miliony miejsc pracy” – dodał.

Rubio ocenił, że takie podejście umocniło się po zakończeniu zimnej wojny. Politycy zakładali wówczas, że świat przyjmie zasady wolnego rynku, demokratyczne rządy i bliższą integrację gospodarczą.

Powstał system, który stawiał na niższe ceny dla konsumentów, nawet jeśli ich osiągnięcie wymagało przenoszenia fabryk, łańcuchów dostaw i miejsc pracy poza Stany Zjednoczone.

Prezydent Donald Trump próbuje obecnie odwrócić ten trend. Rubio wyjaśnił, że Trump dąży do ponownego zrównoważenia tych zależności w gospodarce za pomocą ceł, a w geopolityce – poprzez większą obecność Stanów Zjednoczonych na świecie, zwłaszcza na półkuli zachodniej, czyli w regionie, w którym leży ten kraj.

Celem jest przeniesienie większej części produkcji do USA, zmniejszenie zależności od zagranicznych dostawców i odbudowa części zdolności produkcyjnych utraconych w poprzednich dekadach.

Ta zmiana może jednak oznaczać koszty dla konsumentów i inwestorów. Towary produkowane przez amerykańskich pracowników, zgodnie z krajowymi standardami pracy, ochrony środowiska i regulacjami, mogą nie być tak tanie jak produkty importowane w okresie globalizacji.

Cła, będące jednym z najważniejszych elementów polityki gospodarczej Trumpa, mogą również podnosić koszty importerów. Część tych wydatków firmy mogą przerzucać na gospodarstwa domowe.

Badanie Federal Reserve Bank of New York wykazało, że niemal 90% kosztów ceł ponoszą amerykańskie przedsiębiorstwa i konsumenci, a nie zagraniczni producenci.

Joint Economic Committee oszacował natomiast, że w ciągu 12 miesięcy – od lutego 2025 do stycznia 2026 roku – cła kosztowały przeciętną amerykańską rodzinę ponad 1 700 USD.

Mimo że Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uznał szeroko zakrojone cła Trumpa za niezgodne z prawem, prezydent podkreślał niedawno, że jego administracja zamierza wprowadzić je „w inny sposób”, który ma być „równie dobry”.

Jeśli te działania utrzymają ceny na podwyższonym poziomie, konsekwencje mogą wykraczać poza droższe zakupy. Trwała inflacja zmniejsza siłę nabywczą oszczędności emerytalnych, może utrzymywać stopy procentowe na wyższym poziomie przez dłuższy czas i powodować większe wahania cen akcji oraz obligacji – czyli aktywów, na których wielu Amerykanów opiera finansowanie emerytury.

Nie musi to oznaczać, że strategia Trumpa jest błędna. Oznacza jednak, że odbudowa amerykańskiego przemysłu może być trudnym okresem dla gospodarstw domowych przyzwyczajonych do tanich towarów z importu i systematycznie rosnących rynków finansowych.

Dla emerytów i osób zbliżających się do emerytury ważne jest więc nie tylko to, czy Stany Zjednoczone odbudują swoje fabryki. Znaczenie ma również to, czy ich oszczędności wytrzymają wyższe ceny i większą zmienność rynków.

Złoto jako tradycyjna ochrona majątku

Złoto od dawna jest postrzegane jako aktywo pomagające chronić majątek przed inflacją. W przeciwieństwie do walut fiducjarnych, czyli pieniędzy, których wartość opiera się na decyzjach państwa i banku centralnego, nie można go dowolnie dodrukowywać.

Złoto jest również uznawane za bezpieczną przystań. Nie jest bezpośrednio związane z jednym państwem, walutą ani gospodarką. W okresach kryzysów gospodarczych i napięć geopolitycznych inwestorzy często kierują kapitał w stronę tego metalu, co może podnosić jego cenę.

Ray Dalio, założyciel funduszu hedgingowego Bridgewater Associates, powiedział w ubiegłym roku telewizji CNBC, że inwestorzy zazwyczaj nie mają w portfelach wystarczającej ilości złota. Dodał, że w trudnych czasach złoto jest bardzo skutecznym sposobem na dywersyfikację, czyli rozłożenie pieniędzy między różne rodzaje aktywów.

W ciągu ostatnich pięciu lat, gdy inflacja stopniowo zmniejszała siłę nabywczą dolara, cena złota wzrosła o 132%.

Jamie Dimon, prezes JPMorgan, ocenił, że w obecnych warunkach cena złota może „z łatwością” wzrosnąć do 10 000 USD za uncję.

Inwestorzy mogą również posiadać złoto lub aktywa powiązane ze złotem w ramach indywidualnego konta emerytalnego IRA. Takie rozwiązanie łączy korzyści podatkowe konta emerytalnego z możliwością dywersyfikacji oszczędności za pomocą złota.

Nieruchomości jako źródło dochodu

Złoto nie jest jedynym aktywem, po które inwestorzy sięgają w okresach inflacji. Nieruchomości również są traktowane jako zabezpieczenie, a dodatkowo mogą generować bieżący dochód z czynszu.

Gdy inflacja rośnie, często zwiększają się także ceny nieruchomości. Odzwierciedlają one wyższe koszty materiałów, pracy i gruntów. Jednocześnie czynsze mają tendencję do wzrostu, co może zapewniać właścicielom przychody częściowo dostosowujące się do inflacji.

W ciągu ostatnich 10 lat indeks S&P Cotality Case-Shiller U.S. National Home Price NSA Index wzrósł o 87%. Odzwierciedla to silny popyt i ograniczoną podaż mieszkań.

Wysokie ceny domów utrudniają jednak ich zakup, szczególnie przy wciąż podwyższonych oprocentowaniach kredytów hipotecznych. Wynajmowanie nieruchomości wymaga też zarządzania najemcami, konserwacji i napraw, co może pochłaniać czas oraz obniżać ostateczny zwrot z inwestycji.

Inwestowanie w nieruchomości nie zawsze wymaga kupowania całego budynku. Platformy finansowania społecznościowego umożliwiają nabywanie udziałów w domach na wynajem za relatywnie niewielką kwotę. Inwestor może w ten sposób uzyskać udział w przychodach z czynszu bez samodzielnego koszenia trawnika, naprawiania usterek czy kontaktowania się z najemcami.

Inną możliwością jest współwłasność ułamkowa nieruchomości, czyli zakup części udziałów w wybranym obiekcie. Takie rozwiązanie może zapewniać miesięczny dochód z wynajmu, wzrost wartości nieruchomości i potencjalne korzyści podatkowe bez konieczności wpłacania pełnego wkładu na zakup domu.

Dywersyfikacja poza Wall Street

David Solomon, prezes Goldman Sachs, powiedział podczas Global Financial Leaders’ Investment Summit w listopadzie 2025 roku, że w ciągu kolejnych 12–24 miesięcy na rynkach akcji prawdopodobnie dojdzie do obsunięcia o 10–20%. Obsunięcie oznacza spadek wartości portfela lub indeksu od wcześniejszego szczytu.

Wskaźnik Shillera P/E, który porównuje ceny akcji z uśrednionymi zyskami spółek z ostatnich 10 lat, wzrósł powyżej poziomu 40 razy. Ostatnio znajdował się tak wysoko w 1999 roku. Może to sugerować, że w kolejnej dekadzie zwroty z inwestycji powiązanych z indeksem S&P 500 będą niższe od średniej.

Zarówno Jeff Bezos, jak i Bill Gates nadal inwestują znaczne środki w akcje, ale przeznaczają też część portfeli na aktywa zachowujące się inaczej niż rynek akcji.

Jednym z przykładów jest sztuka powojenna i współczesna. W latach 1995–2025 ta kategoria wyprzedziła indeks S&P 500 o 15%, a jej korelacja z tradycyjnymi akcjami była bliska zeru. Korelacja pokazuje, w jakim stopniu ceny dwóch aktywów poruszają się w podobny sposób.

Sztuka może jednak być mało płynna, czyli trudna do szybkiej sprzedaży, i zwykle wymaga inwestycji długoterminowej. Z tego powodu jej rola w portfelu różni się od roli akcji i obligacji.

Zobacz nasze centrum wiedzy o Makro i geopolityka

▸ Komentarze (0)

Komentujesz jako Anonim. Bez konta, bez emaila.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.