21 sierpnia. James Carville, demokratyczny strateg polityczny, powiedział kiedyś: „Chciałbym wrócić na świat jako rynek obligacji. Można wtedy zastraszyć każdego”. Choć od tej wypowiedzi minęły ponad trzy dekady, reakcja administracji Donalda Trumpa na zawirowania na rynku długu pokazuje, że rynek obligacji nadal pozostaje siłą, z którą nikt nie chce zadzierać.
W tym tygodniu doszło do gwałtownej wyprzedaży obligacji, szczególnie tych o najdłuższym terminie zapadalności. Było to zjawisko globalne. Rentowności, czyli zyski osiągane przez inwestorów z posiadania obligacji, wzrosły do najwyższych poziomów od kilku dekad w Stanach Zjednoczonych, Europie i Japonii. Największą uwagę przyciągnęły jednak amerykańskie obligacje skarbowe. Rentowność papierów 30-letnich sięgnęła około 5,34%, czyli najwyższego poziomu od 2007 roku.
Przyczyn tego wzrostu jest kilka. Inwestorzy obawiają się między innymi perspektyw finansów publicznych USA oraz ogromnych wydatków finansowanych długiem przez największych dostawców usług chmurowych rozwijających sztuczną inteligencję. Jednym z głównych powodów może być także niepewność dotycząca poglądów Kevina Warsha, nowego przewodniczącego Rezerwy Federalnej, na temat inflacji i sposobu sprowadzenia jej z powrotem do celu Fedu wynoszącego 2%.
Rynki nadal nie wiedzą dokładnie, jak bank centralny będzie reagował na zmiany inflacji i innych danych gospodarczych. Taka niejasność jest dla inwestorów wyjątkowo niewygodna.
Administracja prezydenta Donalda Trumpa wyraźnie obawia się napięć na rynku obligacji, nawet jeśli sam prezydent sugerował, że Amerykanie nie powinni się nimi przejmować. W środę sekretarz skarbu Scott Bessent ogłosił, że rząd podwoi skalę skupu 10- i 30-letnich obligacji skarbowych USA. Wartość każdej operacji ma wynosić co najmniej 4 mld USD. Celem jest wywarcie presji na spadek rentowności.
Rentowność obligacji 30-letnich początkowo gwałtownie spadła o około 10 punktów bazowych, czyli 0,10 pkt proc. Była to prawdopodobnie reakcja na zaskoczenie inwestorów ogłoszeniem. W czwartek rentowności ponownie wzrosły. Bessent powiedział z kolei, że skala skupu może zostać jeszcze zwiększona.
Takie działania mogą najwyżej tymczasowo złagodzić sytuację. Trwała poprawa będzie prawdopodobnie wymagała od Waszyngtonu rozwiązania problemu rosnącego długu i deficytu. Bessent zasygnalizował ten kierunek, wspominając o nowych planach konsolidacji fiskalnej, czyli ograniczenia nierównowagi między wydatkami a dochodami państwa.
Nie będzie to łatwe. Łączne zadłużenie Stanów Zjednoczonych po raz pierwszy przekroczyło 40 bln USD. To mniej więcej dwa razy więcej niż w 2017 roku, gdy Donald Trump po raz pierwszy obejmował urząd prezydenta. Za ten wzrost odpowiadały hojne wydatki fiskalne zarówno administracji republikańskich, jak i demokratycznych.
Cła wprowadzone przez Trumpa początkowo przynosiły państwu znaczne dochody. W lutym Sąd Najwyższy USA uchylił jednak wiele z tych opłat, co odwróciło dużą część wcześniejszego efektu. Deficyt budżetowy w lipcu wyniósł 432 mld USD. Był to najwyższy miesięczny wynik od marca 2021 roku. Zwroty ceł sprawiły, że wpływy z opłat celnych były ujemne już trzeci miesiąc z rzędu.
Wzrost całkowitego długu w relacji do PKB był mniej gwałtowny, niż sugeruje nominalna wartość zadłużenia. Obecnie dług odpowiada około 120% PKB, w porównaniu z mniej więcej 102% w 2017 roku. To wciąż mniej niż 126% odnotowane w szczytowym okresie pandemii Covid-19 w 2020 roku.
Połączenie wysokich stóp procentowych oraz większego zadłużenia podniosło roczne koszty odsetek powyżej 1 bln USD. Daje to inwestorom na rynku obligacji powód do ostrożności.
Można byłoby uznać, że wzrost rentowności w tym tygodniu wynikał z obaw o inflację w najbliższych miesiącach. Ceny ropy naftowej ponownie przekroczyły 93 USD za baryłkę, ponieważ inwestorzy energetyczni zakładają przedłużający się kryzys w rejonie cieśniny Ormuz. Rynkowe miary oczekiwań inflacyjnych pozostają jednak stosunkowo niskie.
Ten optymizm może być przedwczesny. Ceny ropy są wprawdzie nadal wyraźnie niższe niż wojenny szczyt śróddzienny wynoszący 126 USD za baryłkę, ale ceny produktów rafinowanych, takich jak olej napędowy, paliwo lotnicze i benzyna, pozostają wysokie.
Marża na oleju napędowym w USA, czyli różnica między ceną kontraktów terminowych na olej napędowy a ceną ropy WTI, po raz pierwszy przekroczyła w poniedziałek 100 USD za baryłkę.
Nawet przełom w konflikcie między Stanami Zjednoczonymi a Iranem nie przyniósłby szybkiej ulgi w cenach produktów rafinowanych. Taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny, ponieważ administracja Trumpa twierdzi, że obie strony nawet ze sobą nie rozmawiają. Globalne zapasy są uszczuplone, a rafinerie w rejonie Zatoki Perskiej i w Rosji zostały poważnie uszkodzone. Wstrząs na światowym rynku energii jeszcze się więc nie zakończył.
Prezydent Trump uważa, że Iran staje się coraz bardziej podatny na presję gospodarczą. Doniesienia Reutersa wskazują, że może tak rzeczywiście być. Trump chce zwiększyć nacisk, grożąc sankcjami gospodarczymi państwom, które zapewniają Iranowi „jakikolwiek rodzaj wsparcia”. Scott Bessent ma w przyszłym tygodniu ogłosić wobec Teheranu „najostrzejsze sankcje w historii” — jak sam je określił.
Na rynkach akcji dominowały spadki, ponieważ inwestorzy reagowali na problemy rynku obligacji. W Stanach Zjednoczonych we wtorek spółki produkujące układy scalone pociągnęły w dół cały sektor technologiczny. W czwartek koncern handlowy Walmart, co zdarza się rzadko, opublikował wyniki poniżej prognoz. Wywołało to obawy o kondycję amerykańskich konsumentów.
Wśród pojedynczych spółek uwagę zwrócił chiński producent humanoidalnych robotów Unitree. W środę, po debiucie na giełdzie w Szanghaju, jego kurs wzrósł niemal sześciokrotnie. W Stanach Zjednoczonych akcje koncernu farmaceutycznego Moderna niemal potroiły wartość po ogłoszeniu przełomu w pracach nad szczepionką przeciwnowotworową rozwijaną wspólnie z firmą Merck. Eksperci oceniają, że odkrycie może zmienić sposób leczenia raka.
W przyszłym tygodniu Nvidia opublikuje w środę wyniki za drugi kwartał. Nagłówki rynkowe może jednak zdominować doroczne sympozjum Fedu w Jackson Hole w stanie Wyoming, które rozpocznie się w czwartek.
Opublikowany w tym tygodniu protokół z lipcowego posiedzenia Fedu sugeruje, że członkowie banku centralnego są nieco bardziej skłonni do zaostrzania polityki pieniężnej, niż wynikało z głosowania zakończonego wynikiem 6 do 3. „Kilku” członków wydawało się gotowych podnieść stopy procentowe.
Fed otrzyma dodatkowe dane, gdy w przyszłym tygodniu opublikowane zostaną lipcowe dane o inflacji PCE. To wskaźnik oparty na wydatkach konsumpcyjnych, wykorzystywany przez amerykański bank centralny do oceny zmian cen. Jeśli dane pokażą, że inflacja ponownie przyspiesza, nie można wykluczyć niespodziewanej podwyżki stóp procentowych we wrześniu.
Dyskusje o MRNA na forum
Forum spółki →▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.