Przejdź do treści
InwestHubDla inwestora — bez reklam

Jak FTSE stał się „poczekalnią przed wyjściem” dla brytyjskich spółek

Redakcja InwestHub · 7 sierpnia 2026 07:28

Charles Hall, analityk najwyższego szczebla w londyńskim domu maklerskim Peel Hunt, spędzał tego lata urlop w hrabstwie Devon, gdy poczuł dobrze znane zaniepokojenie.

Właśnie przeczytał, że AstraZeneca prowadziła rozmowy z amerykańskim gigantem farmaceutycznym Bristol Myers Squibb na temat potencjalnej fuzji. Odżyły obawy, że druga pod względem wartości rynkowej brytyjska spółka może całkowicie opuścić londyński rynek.

Taki ruch pogłębiłby trwający od dziesięcioleci regres londyńskiego centrum finansowego. Z giełdy wycofują się kolejne spółki, które szukają wyższych stóp zwrotu gdzie indziej.

„To zdecydowanie niepokojące” – mówi Hall.

„Rynek akcji jest ważną częścią naszej gospodarki. Umożliwia firmom pozyskiwanie kapitału, ludziom pomnażanie majątku, a funduszom emerytalnym osiąganie lepszych wyników.

Powinien być postrzegany jako narodowy atut, kluczowy dla kondycji naszej gospodarki”.

Po tym, jak akcje AstraZeneca spadły o 9%, osoba związana ze spółką zaprzeczyła, że doszło do rozmów w sprawie fuzji.

Sama spekulacja wystarczyła jednak, by wywołać alarm. Brytyjska giełda wydaje się uwikłana w nieprzerwany cykl spadku znaczenia.

Liczba spółek notowanych na głównym rynku London Stock Exchange zmniejszyła się z niemal 1 700 w 2006 roku do zaledwie 909 w lipcu.

W tym samym 20-letnim okresie spadła również liczba firm wchodzących na giełdę. Liczba nowych debiutów, czyli pierwszych ofert publicznych (IPO), zmniejszyła się z niemal 60 w 2007 roku do zaledwie kilku w każdym z ostatnich czterech lat.

„Liczba IPO wyraźnie spadła w porównaniu z poprzednimi latami. Wynika to z dostępności kapitału” – mówi Julian Morse, współdyrektor generalny banku inwestycyjnego Cavendish.

Spółki zazwyczaj wprowadzają akcje na rynek publiczny, gdy chcą pozyskać pieniądze od inwestorów. Dane pokazują jednak, że wartość środków pozyskiwanych w Londynie znacznie zmniejszyła się w ostatnich dekadach.

W 2006 roku notowania brytyjskich spółek przyniosły niemal 22 mld GBP, ale w ubiegłym roku było to już tylko 1,6 mld GBP.

Zamiast pozyskiwać pieniądze w Wielkiej Brytanii, największe i najbardziej znane spółki coraz częściej wybierają zagraniczne rynki, oferujące większą pulę kapitału.

Glencore, gigant górniczy z indeksu FTSE 100, ponownie wzbudził obawy w środę, ogłaszając plany dodatkowego notowania akcji w Australii.

Kierownictwo spółki określiło ten krok jako sposób na uzyskanie dostępu do „jednej z największych i najszybciej rosnących na świecie pul długoterminowego kapitału inwestycyjnego”.

Fundusze emerytalne odwracają się od krajowego rynku

Spadek znaczenia spółek notowanych w Wielkiej Brytanii jest napędzany przez fundusze emerytalne, które odchodzą od krajowego rynku na rzecz inwestycji zagranicznych.

Brytyjski Department for Work and Pensions szacował, że w 2006 roku około 32% aktywów emerytalnych w programach o zdefiniowanym świadczeniu było zainwestowanych w brytyjskie akcje. Obecnie ten udział spadł poniżej 2%.

Peel Hunt podał, że w 2005 roku krajowe rynki akcji stanowiły zaledwie 2,8% inwestycji brytyjskich funduszy emerytalnych. Dla porównania udział rynku amerykańskiego wynosił 63,5%, a japońskiego i włoskiego – ponad 40%.

Hall uważa za „absurdalne”, że fundusze emerytalne otrzymują co roku 50 mld GBP pieniędzy podatników w formie ulg podatkowych i ulg w składkach na ubezpieczenie społeczne (National Insurance), bez oczekiwania, że „przyzwoita część” tych środków zostanie zainwestowana w Wielkiej Brytanii.

„Niezależnie od tego, czy miałoby to być dobrowolne, czy obowiązkowe, fundusze emerytalne powinny inwestować w Wielkiej Brytanii znacznie więcej” – mówi.

Jeremy Hunt i Rachel Reeves, byli ministrowie finansów, rozważali pomysł zmuszenia funduszy emerytalnych do przeznaczania określonej części inwestycji na brytyjskie spółki.

Morse z Cavendish wezwał Johna Healeya, ich następcę na stanowisku ministra finansów, do kontynuowania tych planów.

„Jestem za narzuceniem określonego udziału inwestycji w brytyjskie spółki, skoro korzystają one z 40-procentowej ulgi podatkowej” – mówi.

Taki ruch tylko częściowo odwróciłby jednak szkody wyrządzone przez wysokie podatki wprowadzone za rządów Partii Pracy.

Niedawno okazało się, że brytyjscy inwestorzy wycofali w ubiegłym miesiącu 1,6 mld GBP z funduszy akcji. Stało się tak z powodu obaw, że rząd Andy’ego Burnhama podniesie podatki od majątku, w tym podatek od zysków kapitałowych.

Według Calastone lipiec był piątym najgorszym miesiącem pod względem umorzeń z funduszy akcji w ciągu ostatnich 11 lat. W ciągu ostatnich 12 miesięcy inwestorzy wycofali z funduszy bezprecedensową kwotę 13,9 mld GBP.

Podwyżki podatków zmieniają zachowanie inwestorów

Edward Glyn, szef rynków globalnych w firmie dostarczającej dane Calastone, mówi: „Podwyżki podatków – a nawet same spekulacje na ich temat – zmieniają zachowanie inwestorów.

Coraz więcej dowodów wskazuje, że nieprzewidywalność polityki gospodarczej niepokoi inwestorów niemal tak samo jak same decyzje podatkowe”.

To jednak nie wyjaśnia podstawowego problemu: brytyjskie akcje są po prostu mniej atrakcyjne niż akcje spółek notowanych w innych krajach.

Inwestycja w wysokości 1 000 GBP w brytyjski rynek w 2007 roku wzrosłaby do 1 880 GBP w czerwcu tego roku, po uwzględnieniu inflacji. Oznacza to wzrost o 88%.

Dla porównania, 1 000 USD (740 GBP) zainwestowane w indeks S&P 500 byłoby po uwzględnieniu inflacji warte 4 280 USD, czyli o 328% więcej. Z kolei 1 000 EUR (860 GBP) zainwestowane na amsterdamskiej giełdzie byłoby warte 3 447 EUR, co oznaczałoby zwrot w wysokości 245%.

W ciągu ostatnich 20 lat inwestorzy konsekwentnie byli również gotowi płacić więcej za udziały w spółkach z USA i Europy.

W Stanach Zjednoczonych wskaźnik ceny do zysku (P/E), który porównuje cenę akcji z zyskiem przypadającym na jedną akcję, wynosi dla indeksu S&P 500 ponad 25.

Dla brytyjskiego indeksu FTSE 350, obejmującego wszystkie spółki z indeksów FTSE 100 i FTSE 250, wskaźnik ten wynosi zaledwie około 15.

Jednym z powodów, dla których inwestorzy są gotowi płacić więcej, jest większy udział spółek technologicznych w tych rynkach. Wyceny takich firm mocno wzrosły.

Około 37% wartości indeksu S&P 500 przypada na spółki technologiczne. W przypadku FTSE 100 jest to zaledwie 1%.

„Jeśli spojrzymy na USA i Holandię, zobaczymy rynki, na których powstały wyjątkowe firmy, szczególnie w sektorze technologicznym” – mówi Martin Frandsen, zarządzający portfelami w Principal Asset Management. Wskazuje między innymi na Amazon, Nvidię i Teslę.

„W Wielkiej Brytanii nie ma zbyt wielu spółek oferujących podobną ekspozycję”.

Frandsen twierdzi, że firmy technologiczne nie są zainteresowane brytyjskim rynkiem, ponieważ w takich miejscach jak USA mogą znaleźć większe pule kapitału.

Mike Bell, szef strategii rynkowej w RBC BlueBay Asset Management, dodaje: „Udział akcji technologicznych w Wielkiej Brytanii jest niewielki w porównaniu z USA i rynkami wschodzącymi, ponieważ w ostatnich dekadach nie udało nam się tworzyć, a następnie rozwijać firm technologicznych w Wielkiej Brytanii na dużą skalę.

Nie oznacza to, że Wielkiej Brytanii brakuje innowacyjnych talentów. Wystarczy pomyśleć o Demisie Hassabisie z Google DeepMind albo Jonym Ive’em z Apple, a obecnie z OpenAI. Tacy specjaliści zazwyczaj pracowali jednak z amerykańskimi firmami, które skuteczniej rozwijały działalność na skalę globalną”.

Niski wskaźnik P/E w porównaniu z rynkami takimi jak USA powinien być atutem brytyjskich akcji. Oznacza bowiem, że można je kupić taniej.

Wygląda jednak na to, że Wielka Brytania przyciąga niewłaściwych nabywców.

W ostatnim czasie wielkie fundusze private equity wykupują brytyjskie firmy notowane na giełdzie po niskich cenach. Intertek, DCC i CAB Payments należą do grupy spółek, które w ciągu ostatniego roku ogłosiły sprzedaż.

Według AJ Bell w tym roku doszło już do 39 fuzji i przejęć z udziałem brytyjskich spółek giełdowych. Rynek zmierza tym samym do przekroczenia ubiegłorocznego wyniku, który wyniósł 52 transakcje.

W czwartek amerykański gigant inwestycyjny Apollo ogłosił również transakcję dotyczącą easyJet o wartości 5,7 mld GBP. Wcześniej z rywalizacji wycofał się inny zainteresowany, Castlelake.

Ogólne osłabienie londyńskiego centrum finansowego doprowadziło do gwałtownego spadku liczby codziennych transakcji.

„Brytyjski rynek jest mało płynny”

W 2006 roku każdego dnia na londyńskiej giełdzie zawierano zazwyczaj ponad 2 mld transakcji. Obecnie ich liczba spadła do 700 000.

Hall z Peel Hunt ostrzega, że za spadek obrotów częściowo odpowiada podatek od transakcji akcjami, który muszą płacić inwestorzy indywidualni.

Podatek ten nie obejmuje funduszy hedgingowych i inwestorów instytucjonalnych korzystających ze złożonych instrumentów finansowych, takich jak kontrakty na różnicę (CFD).

Statystyki obrotu akcjami nie uwzględniają między innymi transakcji CFD, przez co mogą nie pokazywać rzeczywistej skali aktywności na brytyjskim rynku.

„Wiele osób, szczególnie inwestorów zagranicznych, uważa, że brytyjski rynek jest mało płynny, ponieważ tak pokazują statystyki. Nie znamy jednak pełnego obrazu” – mówi Hall.

„To jeden z powodów, dla których spółki przenoszące swoje notowania często wskazują na płynność rynku. To jeden z mitów, że na brytyjskim rynku nie ma wystarczającej płynności. To po prostu nieprawda”.

Rzecznik London Stock Exchange również przekonuje, że Wielkiej Brytanii „nie brakuje innowacyjnych firm ani dostępnego kapitału”. Przyznał jednak, że „wyzwaniem jest zapewnienie, aby większa część tych inwestycji była kierowana na wspieranie wzrostu krajowej gospodarki”.

W odpowiedzi na obawy dotyczące regresu brytyjskiego rynku Financial Conduct Authority ogłosił w ubiegłym tygodniu pakiet reform mających zwiększyć aktywność.

Obejmie on nową platformę służącą do rejestrowania wartości całego obrotu akcjami notowanymi w Wielkiej Brytanii. Ma ona pomóc w rozwiązaniu problemu zaniżania raportowanej płynności londyńskiego rynku.

Część inwestorów liczy, że te działania, w połączeniu z niskimi wycenami brytyjskich akcji, pomogą zwiększyć obroty.

„Skoro brytyjskie akcje stawały się coraz tańsze, wiele spółek jest obecnie notowanych z bardzo dużym dyskontem” – mówi Frandsen. Zarządzane przez niego portfele coraz częściej uwzględniają inwestycje w Wielkiej Brytanii.

Nie wszyscy są jednak przekonani do takiego scenariusza.

„Na każdą spółkę wchodzącą na giełdę przypada kilka kolejnych, które wydają się zmierzać do wyjścia” – mówi Garry White, analityk amerykańskiego banku inwestycyjnego Raymond James.

„Inwestorzy wciąż czekają na pierwsze oferty publiczne, ale potencjalni nabywcy nie czekają.

Jeśli liczba nowych debiutów wyraźnie nie wzrośnie, londyński rynek może stać się bardziej znany jako poczekalnia przed wyjściem niż jako miejsce docelowe”.

Zobacz nasze centrum wiedzy o Budowa portfela

▸ Komentarze (0)

Komentujesz jako Anonim. Bez konta, bez emaila.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.