Duke Energy szuka wsparcia wielkich firm technologicznych w finansowaniu nowych elektrowni jądrowych
Boom centrów danych napędzany przez sztuczną inteligencję (AI) zwiększa zapotrzebowanie hiperskalerów na energię elektryczną. Coraz częściej firmy te wskazują na źródła „bezemisyjne” (carbon-free), a wśród nich na energetykę jądrową.
Budowa nowych elektrowni jądrowych jest jednak kosztowna, trwa długo i wiąże się z wysokim ryzykiem po stronie spółek energetycznych. Duke Energy – duży operator działający głównie w południowo-wschodnich stanach USA – proponuje więc alternatywę: aby to duże firmy technologiczne współfinansowały budowę nowych instalacji jądrowych.
Jeżeli hiperskalery zaakceptują ten kierunek, możliwy jest scenariusz „korzyści dla wielu stron”. Z jednej strony Duke może lepiej skorzystać z trendu budowy centrów danych, ograniczając jednocześnie ryzyko finansowe. Z drugiej strony przyspieszy to rozwój mocy w energetyce jądrowej, a młodsze firmy z branży mogą dostać dodatkowy impuls.
Historycznie tworzenie nowych elektrowni było domeną regulowanych przedsiębiorstw energetycznych. W praktyce spółki takie pożyczają pieniądze lub pozyskują dodatkowy kapitał, a koszty inwestycji są następnie częściowo odzyskiwane poprzez zatwierdzane przez regulatora podwyżki stawek za energię.
Taki model bywa względnie skuteczny dla tradycyjnych elektrowni węglowych i gazowych, ale w przypadku energetyki jądrowej jest bardziej ryzykowny. Projekty jądrowe często opóźniają się, a ostateczne koszty rosną względem pierwotnych założeń. Dodatkowo długi odstęp między wyłożeniem kapitału na budowę a odzyskaniem wydatków przez mechanizmy regulacyjne powoduje, że spółki energetyczne mogą znaleźć się w trudnej sytuacji finansowej.
To dlatego, mimo rosnącego zapotrzebowania na nowe moce jądrowe, Duke podchodzi ostrożnie do realizacji nowych inwestycji. Jednocześnie chce wykorzystać trend popytowy, ograniczając ryzyko w sposób, w jaki próbuje to zrobić poprzez „propozycję jądrową” kierowaną do hiperskalerów.
Największymi potencjalnymi beneficjentami mogłyby zostać spółki rozwijające technologie jądrowe na wczesnym etapie, szczególnie producenci małych reaktorów modułowych (SMR). Na rynku SMR działa wiele notowanych spółek. Wśród nazw, które często pojawiają się w kontekście tej branży, są NuScale Power oraz Nano Nuclear Energy. Jednak jedną z firm, które mogłyby zyskać na takim układzie, jest Oklo (NYSE: OKLO).
Oklo: dlaczego może być w lepszej pozycji
Oklo – firma z Santa Clara w Kalifornii – jest spółką w początkowej fazie, jeszcze przed przychodami. Jej kurs również spadał podobnie jak notowania konkurentów, ale w relacji do części innych podmiotów zachowywał się stosunkowo lepiej. Jeden z powodów to postęp regulacyjny dotyczący pierwszego dużego projektu.
Istotne znaczenie ma jednak także to, że Oklo ma już istniejące powiązania z dużymi firmami technologicznymi, w tym z Meta Platforms. Jeśli Duke uda się przekonać Meta oraz inne duże firmy do modelu, w którym klienci finansują budowę infrastruktury energetycznej, to takie podmioty mogą wskazać Oklo jako dostawcę technologii i know-how potrzebnego do realizacji projektów, zamiast wybierać innych przedstawicieli rynku SMR.
Oklo wciąż działa jak start-up: spółka finansuje działalność i rozwój poprzez rozwadniające (dilutive) emisje akcji. Jednocześnie jej wycena rynkowa sięga 10 mld USD, co odzwierciedla potencjał związany z komercjalizacją technologii.
Jeżeli pomysł Duke zacznie przynosić efekty i duże firmy technologiczne – takie jak Meta – zaczną współfinansować budowę infrastruktury użyteczności publicznej, w tym SMR, Oklo może ponownie stać się jednym z bardziej popularnych, spekulacyjnych walorów wzrostowych. Kurs mógłby jednak nie wrócić do wcześniejszych maksimów – kiedy notowania były blisko trzykrotnie wyższe niż obecna cena – ale pojawienie się takiego katalizatora mogłoby mieć wyraźny wpływ na wycenę akcji.
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.