Przejdź do treści
InwestHubDla inwestora — bez reklam

Dług USA przekroczył 40 bln USD. Musk ostrzegał przed bankructwem kraju

Redakcja InwestHub · 1 września 2026 13:32

Elon Musk, najbogatszy człowiek świata, zawdzięcza swoją pozycję w dużej mierze sukcesowi amerykańskich spółek. W kwestii kondycji finansów publicznych USA jego ostrzeżenia są jednak wyjątkowo pesymistyczne.

„Bez sztucznej inteligencji i robotów mamy naprawdę ogromny problem, ponieważ dług publiczny rośnie w szalonym tempie” — powiedział na początku tego roku dyrektor generalny Tesli w rozmowie z podcasterem Dwarkeshem Patelem. „Jako państwo zbankrutujemy na 1 000% i poniesiemy porażkę jako kraj, jeśli nie będziemy mieć sztucznej inteligencji i robotów”.

Dług publiczny Stanów Zjednoczonych oficjalnie przekroczył 40 bln USD. To ponad dwa razy więcej niż na początku 2017 roku. Około 32,3 bln USD znajduje się w rękach inwestorów i innych podmiotów spoza rządu federalnego. Pozostała część to zobowiązania wobec rządowych rachunków wewnętrznych.

Przekroczenie okrągłej granicy nie oznacza, że rząd federalny za chwilę ogłosi bankructwo tak jak niewypłacalna firma. Tempo i skala wzrostu zadłużenia sprawiają jednak, że obawy Muska są trudniejsze do zignorowania.

Republikanie i Demokraci nadal się zadłużali, finansując między innymi pomoc pandemiczną, utrzymujące się deficyty i rosnące wydatki. Dodatkowo coraz więcej kosztuje obsługa już zaciągniętego długu. W samym roku budżetowym 2026 deficyt federalny sięgnął dotychczas około 1,8 bln USD.

Dług może napędzać sam siebie. Im więcej pieniędzy pożycza rząd, tym wyższe odsetki musi płacić. To może prowadzić do kolejnych pożyczek, szczególnie gdy starsze zadłużenie z niższym oprocentowaniem jest refinansowane na wyższych stopach.

Biuro Budżetowe Kongresu (Congressional Budget Office) prognozuje, że koszty odsetek netto rządu federalnego sięgną 1,0 bln USD w 2026 roku, a do 2036 roku wzrosną do 2,1 bln USD. W tym samym okresie dług znajdujący się w rękach inwestorów i innych podmiotów spoza rządu ma wzrosnąć ze 101% do 120% produktu krajowego brutto. Oznaczałoby to pobicie poprzedniego rekordu ustanowionego tuż po II wojnie światowej.

Dla zwykłych Amerykanów zagrożeniem nie jest rachunek na 40 bln USD, który trafi do ich skrzynek pocztowych. Ważniejsze jest to, jak rosnące zadłużenie wpływa na ich pieniądze.

Ray Dalio, założyciel funduszu hedgingowego Bridgewater Associates, ostrzegał, że USA zmierzają w kierunku „spirali śmierci zadłużenia”. W takim scenariuszu rząd pożycza pieniądze tylko po to, by spłacać odsetki, co tworzy samonapędzający się cykl.

Dalio, w przeciwieństwie do Muska, nie przewiduje formalnego bankructwa Stanów Zjednoczonych.

„Nie będzie niewypłacalności — bank centralny wkroczy, wydrukuje pieniądze i odkupi dług” — powiedział. „I właśnie wtedy nastąpi spadek wartości pieniądza”.

Rząd może więc nigdy technicznie nie zabraknąć dolarów, ale same dolary mogą szybko tracić na wartości. Musk już wcześniej ostrzegał, że jeśli obecne tendencje się utrzymają, „dolar będzie wart zero”.

Spadek siły nabywczej dolara jest widoczny już dziś. Według danych Federal Reserve Bank of Minneapolis 100 USD w 2025 roku miało taką samą siłę nabywczą jak 11,61 USD w 1970 roku. Innymi słowy, wartość 100 USD spadła w tym ujęciu do poziomu niższego niż 12 USD.

Jednym ze sposobów ograniczania wpływu inflacji na majątek jest dywersyfikacja, czyli podział pieniędzy między różne klasy aktywów. Dalio szczególnie wskazuje na złoto.

„Ludzie zazwyczaj nie mają w portfelach wystarczającej ilości złota” — powiedział. „Kiedy nadchodzą trudne czasy, złoto jest bardzo skutecznym narzędziem dywersyfikacji”.

Złoto od dawna jest uznawane za aktywo ochronne. Nie można go stworzyć z niczego tak jak pieniądza fiducjarnego, czyli waluty emitowanej przez państwo. Nie jest też powiązane z jedną walutą ani gospodarką, dlatego inwestorzy często kupują je w okresach zawirowań gospodarczych i napięć geopolitycznych. Zwiększony popyt może wtedy podnosić jego cenę.

W ciągu ostatnich pięciu lat, gdy inflacja ograniczała siłę nabywczą dolara, cena złota wzrosła o 144%. Jamie Dimon, dyrektor generalny JPMorgan, uważa, że w obecnych warunkach złoto może „z łatwością” wzrosnąć do 10 000 USD za uncję.

Złoto nie jest jednak jedynym aktywem wykorzystywanym przez inwestorów do ochrony przed inflacją. Taką funkcję może pełnić również nieruchomość. Gdy rośnie inflacja, ceny nieruchomości często idą w górę, ponieważ zwiększają się koszty materiałów, pracy i gruntów. Jednocześnie czynsze mogą rosnąć, zapewniając właścicielom strumień przychodów dostosowujący się do inflacji.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat indeks S&P Cotality Case-Shiller U.S. National Home Price NSA Index wzrósł o 87%. Odzwierciedla to silny popyt na mieszkania i ograniczoną podaż.

Wysokie ceny nieruchomości utrudniają jednak zakup domu, zwłaszcza przy nadal podwyższonych oprocentowaniach kredytów hipotecznych. Wynajem również wymaga czasu. Zarządzanie najemcami, konserwacja i naprawy mogą zmniejszać zarówno wygodę inwestora, jak i jego zyski.

Inwestorzy nie muszą jednak kupować całej nieruchomości, aby uzyskać ekspozycję na ten rynek. Jedną z możliwości jest współwłasność ułamkowa, w której wiele osób posiada częściowy udział w nieruchomości. Taka forma może zapewniać udział w przychodach z najmu i wzroście wartości obiektu bez konieczności samodzielnego zajmowania się jego utrzymaniem.

Inwestycje w nieruchomości mogą wymagać znacznego kapitału, a ich wyniki zależą między innymi od cen mieszkań, wysokości czynszów, kosztów finansowania i dostępności lokali. Dla części inwestorów nieruchomości stanowią uzupełnienie portfela obok akcji, obligacji, złota i gotówki.

Zobacz nasze centrum wiedzy o Makro i gospodarka

▸ Komentarze (0)

Komentujesz jako Anonim. Bez konta, bez emaila.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.