Trumpflacja ma trzy źródła. Wall Street zapłaci za jej skutki
Od ponad wieku giełda pozostaje największym na świecie źródłem wzrostu majątku. Średnie roczne stopy zwrotu indeksów Dow Jones Industrial Average (DJINDICES: ^DJI), S&P 500 (SNPINDEX: ^GSPC) oraz Nasdaq Composite (NASDAQINDEX: ^IXIC), kojarzonego ze spółkami wzrostowymi, przewyższają uśrednione roczne stopy zwrotu z obligacji, surowców i nieruchomości.
Giełda nie jest jednak nieomylna. W krótszych okresach korekty oraz rynki niedźwiedzia, czyli dłuższe okresy spadków, pojawiają się dość często.
W każdej chwili Wall Street może zmagać się z kilkoma czynnikami ryzyka. Dwa najbardziej znane to historycznie wysokie wyceny oraz możliwość powstania bańki związanej ze sztuczną inteligencją (AI). Nie ma jednak prawdopodobnie skuteczniejszego zagrożenia dla giełdy niż inflacja.
Pewien poziom inflacji jest normalny i korzystny. W rozwijającej się gospodarce firmy powinny mieć możliwość podnoszenia cen swoich towarów i usług. Obecna inflacja w Stanach Zjednoczonych wyraźnie przekracza jednak ten poziom. Za jej podwyższoną wartość, a także za ryzyko spadku indeksów Dow Jones, S&P 500 i Nasdaq Composite z ich historycznych maksimów, odpowiada polityka prezydenta Donalda Trumpa.
Inflacja napędzana przez Trumpa, określana jako Trumpflacja, stała się problemem o trzech źródłach. Jej opanowanie będzie szczególnie trudne dla przewodniczącego Fedu Kevina Warsha i pozostałych członków Rezerwy Federalnej.
Historyczny szok podażowy na rynku energii podnosi ceny paliw
Głównym czynnikiem podbijającym inflację powyżej średniej od lutego jest wojna z Iranem. Niedługo po tym, jak prezydent Trump zezwolił amerykańskim siłom zbrojnym na atak na Iran, Iran zamknął cieśninę Ormuz dla większości ruchu morskiego. W efekcie wstrzymany został codzienny transport około 20 mln baryłek cieczy ropopochodnych, co doprowadziło do największego zakłócenia dostaw energii we współczesnej historii.
Skutki tego zakłócenia odczuli bezpośrednio właściciele samochodów z silnikami spalinowymi. W ciągu kilku tygodni ceny benzyny wzrosły w najszybszym tempie od ponad 30 lat, a ceny oleju napędowego zwiększyły się o jeszcze większy odsetek. Gwałtowny wzrost cen paliw niemal samodzielnie podniósł inflację w USA za ostatnie 12 miesięcy z 2,4% w lutym do najwyższego od trzech lat poziomu 4,2% w maju.
W czerwcu rozmowy pokojowe między Stanami Zjednoczonymi a Iranem doprowadziły do gwałtownego spadku cen ropy i przyniosły konsumentom pewną ulgę na stacjach paliw. Ceny paliw zwykle rosną bardzo szybko podczas szoków podażowych, a po ich zakończeniu spadają powoli. Inflacja za ostatnie 12 miesięcy obniżyła się w czerwcu do 3,5%.
Optymizm związany z rozmowami pokojowymi trwał jednak stosunkowo krótko. W ostatnich tygodniach konflikt ponownie się zaostrzył, a Iran znów zamknął cieśninę Ormuz dla statków handlowych. Ceny ropy naftowej ponownie rosną, co może przełożyć się na wyższy ogólny poziom inflacji w lipcu.
Obecnie nie widać wyraźnego końca tego konfliktu ani historycznego zakłócenia dostaw energii.
Skutki inflacyjne wojny z Iranem przeniosły się na całą gospodarkę
Trumpflacja nie ogranicza się jednak do rosnących cen energii. Drugim źródłem problemu jest przeniesienie skutków inflacyjnych wojny z Iranem do pozostałych części gospodarki.
Inflacja ogółem silnie reagowała na szybkie zmiany cen energii. Inaczej zachowuje się prognoza bazowych wydatków na konsumpcję osobistą (Core PCE) przygotowywana przez Bank Rezerwy Federalnej w Cleveland. Wskaźnik Core PCE pomija zmienne ceny żywności i energii i należy do najważniejszych miar inflacji wykorzystywanych przez Fed.
Zgodnie z narzędziem Inflation Nowcasting Banku Rezerwy Federalnej w Cleveland Core PCE ma obniżyć się tylko nieznacznie — z odnotowanych 3,4% w maju do 3,33% w czerwcu. Prognoza ta opiera się na szacunkach z 24 lipca. W lipcu wskaźnik ma ponownie przyspieszyć do 3,36%.
Choć te zmiany są niewielkie w ujęciu procentowym, pokazują, że skutki inflacyjne wojny z Iranem przeniknęły do całej gospodarki. Firmy, które muszą zmieniać trasy dostaw lub przebudowywać łańcuchy dostaw, ponoszą dodatkowe koszty. Ostatecznie są one przenoszone na konsumentów.
Rosną nie tylko koszty transportu i produkcji. Drożeją także wybrane materiały wykorzystywane w procesie produkcji. Produkty na bazie ropy, takie jak tworzywa sztuczne i polimery syntetyczne, stają się droższe, co zwiększa koszty ponoszone przez konsumentów.
Cła Trumpa ponownie zwiększają presję na ceny
Trzecim elementem Trumpflacji jest polityka celna i handlowa prezydenta.
Donald Trump ogłosił początkowo szerokie cła globalne oraz wyższe cła wzajemne na towary z dziesiątek krajów w kwietniu 2025 roku. Wiele z tych ceł zostało unieważnionych w wyniku orzeczenia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych z lutego 2026 roku.
Następnie prezydent wprowadził powszechne cło w wysokości 10%, którego ustawowy limit obowiązywania wynosił 150 dni. Podstawą prawną był art. 122 ustawy handlowej z 1974 roku. Po wygaśnięciu tego tymczasowego cła administracja Trumpa ogłosiła w ubiegłym miesiącu nową rundę ceł. Stawki od 10% do 12,5% objęły 60 partnerów handlowych na podstawie art. 301 tej samej ustawy.
Były przewodniczący Fedu Jerome Powell oraz Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC), który decyduje o poziomie stóp procentowych w USA, często wskazywali na inflacyjny wpływ ceł Trumpa w sektorze towarów. FOMC określał te obciążenia jako koszty „przenoszone” na odbiorców i oczekiwał, że ich wpływ na inflację wygaśnie w 2027 roku. Po ogłoszeniu nowych ceł proces ten zaczyna się jednak od nowa.
Nałożenie ceł na importowane towary nieukończone, takie jak stal, może podnieść koszty produkcji i ceny płacone przez konsumentów.
Trumpflacja może mocno zaszkodzić Wall Street
Przewodniczący Fedu Kevin Warsh zdecydowanie podkreśla, że FOMC doprowadzi do stabilizacji cen. Po 63 kolejnych miesiącach, w których inflacja w USA przekraczała długoterminowy cel Fedu wynoszący 2%, rośnie prawdopodobieństwo, że decydenci podejmą działania.
Giełda historycznie radziła sobie lepiej w warunkach rosnących stóp procentowych. Tym razem sytuacja może być jednak inna.
Najważniejsze dla Wall Street jest obecnie rozwijanie infrastruktury potrzebnej do działania sztucznej inteligencji. Część najbardziej wpływowych spółek finansuje rozbudowę centrów danych z posiadanej gotówki i dodatnich przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej. Kilka firm korzysta jednak z finansowania dłużnego. Wyższy koszt kredytu może spowolnić tę ekspansję.
W normalnych warunkach nie musiałoby to stanowić dużego problemu. Giełda rozpoczęła jednak 2026 rok z drugą najwyższą w historii wyceną i w kolejnych miesiącach stała się jeszcze droższa. Wyceny giełdowe zakładają niemal idealny rozwój wydarzeń oraz bardzo szybki wzrost związany z infrastrukturą i zastosowaniami AI. Jeśli podwyżki stóp FOMC wywołane przez Trumpflację zakłócą tę równowagę, konsekwencje poniesie Wall Street.
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.