Trump: „Dziękuję, panie Cło!”. Cła przyniosły największy w historii spadek deficytu — czy nadal działają?
Prezydent Donald Trump wielokrotnie wskazywał cła jako ważne narzędzie zmiany zasad handlu zagranicznego USA. Jego zdaniem spadający deficyt handlowy pokazuje, że ta polityka działa.
„DZIĘKUJĘ, PANIE CŁO!” — napisał wcześniej Trump w serwisie Truth Social, komentując gwałtowny, 55-procentowy spadek deficytu handlowego.
Spadek deficytu nie musi jednak oznaczać, że cła przynoszą korzyści wszystkim. Administracja wprowadza kolejne cła, a ekonomiści zwracają uwagę na bardziej złożony obraz sytuacji. Kluczowe pytanie dotyczy tego, czy koszty ceł ostatecznie ponoszą amerykańskie firmy i gospodarstwa domowe.
Najnowszy raport Bureau of Economic Analysis dotyczący handlu towarami i usługami pokazuje, że w okresie od stycznia do maja 2026 roku deficyt handlowy USA zmniejszył się o 203,9 mld USD, czyli o 40,6% w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. Na tę zmianę złożył się wzrost eksportu o 164,7 mld USD oraz spadek importu o 39,2 mld USD.
Dane miesięczne pokazują jednak mniej jednoznaczny obraz. W maju deficyt zwiększył się do 77,6 mld USD, podczas gdy w kwietniu wynosił 54,6 mld USD.
Deficyt handlowy powstaje wtedy, gdy kraj importuje więcej, niż eksportuje. Stany Zjednoczone od dziesięcioleci utrzymują bardzo wysoki deficyt handlowy.
Na jego wysokość wpływa wiele czynników. Znaczenie mają między innymi popyt konsumentów, zapasy przedsiębiorstw, zmiany kursów walut oraz ogólna kondycja światowej gospodarki.
Istotny jest także moment, w którym porównuje się dane. Na początku 2025 roku wiele firm przyspieszyło import towarów przed spodziewanymi zmianami taryf celnych. Ten skok importu stworzył wyjątkowo wysoki punkt odniesienia. W rezultacie późniejszy spadek może wyglądać na większy, gdy porównuje się go z danymi z ubiegłego roku.
Cła mogły więc przyczynić się do zmiany przepływów handlowych, ale sam rozmiar spadku deficytu nie dowodzi, że to one były jedyną przyczyną tej zmiany.
Cła: pomoc czy obciążenie?
Mechanizm działania ceł jest prosty. Podnoszą one cenę towarów importowanych, dzięki czemu produkty wytwarzane w USA mogą stać się bardziej konkurencyjne. Zwolennicy ceł twierdzą, że mogą one wspierać krajowe firmy i ograniczać zależność od zagranicznych dostawców.
Krytycy wskazują jednak na ich koszt. Importerzy często przenoszą wyższe koszty na kolejne ogniwa łańcucha dostaw. W efekcie rachunek może trafić do amerykańskich przedsiębiorstw i konsumentów w postaci wyższych cen, a nie do państw eksportujących towary do USA.
To właśnie ten kompromis znajduje się w centrum debaty o cłach. Chodzi o ocenę, czy korzyści z ochrony krajowych branż przewyższają potencjalne koszty ponoszone przez firmy i gospodarstwa domowe.
Badanie Federal Reserve Bank of New York wykazało, że niemal 90% kosztów ceł ponoszą amerykańskie firmy i konsumenci, a nie zagraniczni producenci.
Dane Yale Budget Lab również wskazują, że podwyżki cen związane z cłami mogą być przenoszone na konsumentów. Skala tego efektu różni się w zależności od kategorii towarów.
Oznacza to, że zmniejszający się deficyt handlowy nie musi poprawiać sytuacji gospodarstw domowych. Jest tak szczególnie wtedy, gdy towary importowane stają się droższe.
Trump wielokrotnie przedstawiał pomysł wykorzystania wpływów z ceł do sfinansowania „dywidendy celnej” dla Amerykanów. Żadne takie wypłaty nie zostały jednak zatwierdzone.
Administracja nadal zmienia strategię handlową. Wprowadza nowe cła na towary z wybranych państw i na określone produkty, a firmy dostosowują się do zmiennych przepisów oraz wyższych kosztów importu.
Takie zmiany utrudniają części przedsiębiorstw planowanie cen, wybór dostawców i zarządzanie łańcuchami dostaw. Deficyt handlowy USA spadł w tym roku, ale ekonomiści nadal różnią się w ocenie tego, jak dużą część tego spadku można przypisać cłom i czy ich korzyści przewyższają wyższe koszty ponoszone przez wiele firm i gospodarstw domowych.
Dyskusje o GC na forum
Forum spółki →▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.