Przejdź do treści
InwestHubDla inwestora — bez reklam

Trump: cła napędzają inwestycje w USA. Czy rzeczywiście?

Redakcja InwestHub · 8 sierpnia 2026 12:41

Prezydent Donald Trump od lat przekonuje, że cła zmuszą firmy do ponownego przemyślenia miejsca produkcji. Teraz, gdy koncerny ogłaszają wielomiliardowe inwestycje w Stanach Zjednoczonych, a giełda ustanawia kolejne rekordy, Trump twierdzi, że jego strategia przynosi obiecane rezultaty.

„Cła były niesamowite” — powiedział Trump w niedawnym wywiadzie dla Fox News. „Zebraliśmy setki miliardów dolarów”.

Na początku tego roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych zakwestionował podstawę prawną, którą Trump wykorzystywał do nakładania wielu ceł. Prezydent nie zmienił jednak stanowiska.

„Dali nam mały cios” — powiedział, argumentując, że jego administracja nadal może nakładać cła na podstawie innej ścieżki prawnej.

„Zrobiliśmy to w inny sposób i, szczerze mówiąc, jest równie dobrze. Trochę bardziej skomplikowanie, ale równie dobrze” — dodał Trump.

Jego zdaniem najważniejszym efektem ceł nie są jednak wpływy do budżetu. Firmy, które nie chcą płacić ceł od towarów sprowadzanych z zagranicy, coraz częściej mają przenosić produkcję do Stanów Zjednoczonych.

„Sprowadziliśmy tu wszystkie te firmy, które nie chciały płacić” — powiedział Trump. „Jeśli budujesz tutaj i produkujesz samochód tutaj — tak jak Toyota, która właśnie ogłosiła budowę jednej z największych fabryk samochodów na świecie — to wychodzisz z Meksyku. Inni też tu przychodzą”.

Toyota niedawno ogłosiła inwestycję o wartości 3,6 mld USD w nowy zakład na terenie swojego kampusu produkcyjnego w San Antonio. Po jego uruchomieniu japoński producent planuje przenieść produkcję pick-upa Tacoma z fabryki w Baja California w Meksyku do Teksasu. Inwestycja ma stworzyć ponad 2 000 miejsc pracy.

Toyota nie jest wyjątkiem. Producenci samochodów, firmy farmaceutyczne, koncerny technologiczne oraz przedsiębiorstwa przemysłowe ogłosiły znaczące inwestycje w zakłady w USA.

Biały Dom wskazuje między innymi na inwestycje Toyoty, Stellantis, Kraft Heinz oraz wielu firm z sektora półprzewodników i energetyki jako dowód powrotu produkcji do Stanów Zjednoczonych. Stellantis zapowiedział inwestycję o wartości 13 mld USD, która ma zwiększyć krajową produkcję koncernu o ponad 50 proc. To największa inwestycja w historii firmy.

„Nasz kraj kwitnie i rozwija się” — zadeklarował Trump. „Nigdy nie odnosiliśmy takich sukcesów”.

Cła pomagają czy szkodzą?

Ekonomiści zwykle postrzegają cła jako rozwiązanie, które może przynosić zarówno korzyści, jak i straty.

Z jednej strony cła chronią krajowe gałęzie przemysłu, ponieważ podnoszą ceny importowanych towarów i dają lokalnym producentom przewagę konkurencyjną. Z drugiej strony wyższe cła mogą zwiększać koszty ponoszone przez konsumentów. Firmy często przenoszą dodatkowe wydatki na klientów, co może napędzać inflację, zmniejszać siłę nabywczą gospodarstw domowych i podnosić koszty życia.

Badanie Federal Reserve Bank of New York wykazało, że niemal 90 proc. kosztów ceł ponoszą amerykańskie firmy i konsumenci, a nie zagraniczni producenci. Z kolei Joint Economic Committee oszacował, że w ciągu 12 miesięcy od lutego 2025 do stycznia 2026 r. cła kosztowały przeciętną amerykańską rodzinę ponad 1 700 USD.

Oznacza to, że próba sprowadzenia fabryk do USA może jednocześnie zwiększać presję na ceny żywności, budżety gospodarstw domowych oraz siłę nabywczą oszczędności.

To szczególnie istotny problem po kilku latach podwyższonych cen. Od 2020 r. amerykański indeks cen konsumpcyjnych wzrósł o 28 proc.

W dłuższej perspektywie wpływ inflacji jest jeszcze bardziej widoczny. Federal Reserve Bank of Minneapolis wskazuje, że 100 USD w 2026 r. ma taką samą siłę nabywczą jak 11,74 USD w 1970 r.

Inwestorzy nie są jednak bezsilni wobec inflacji. Mogą próbować ograniczać jej wpływ, lokując część kapitału w aktywach, które mają zachowywać siłę nabywczą w okresach spadku wartości pieniądza. Jednym z najczęściej wskazywanych przykładów jest złoto.

Jego zaletą jest to, że — w przeciwieństwie do pieniądza fiducjarnego, czyli waluty emitowanej przez państwo i nieopartej bezpośrednio na konkretnym surowcu — nie można go dowolnie dodrukować przez bank centralny.

Złoto jest także uznawane za bezpieczną przystań. Nie jest powiązane z jednym krajem, walutą ani gospodarką. W czasie kryzysów gospodarczych lub napięć geopolitycznych inwestorzy często zwiększają zainteresowanie tym metalem, co może podnosić jego cenę.

Ray Dalio, założyciel funduszu Bridgewater Associates, powiedział w ubiegłym roku stacji CNBC: „Ludzie zazwyczaj nie mają w swoich portfelach wystarczającej ilości złota”. Dodał, że „gdy nadejdą trudne czasy, złoto jest bardzo skutecznym sposobem dywersyfikacji”. Dywersyfikacja oznacza rozłożenie pieniędzy między różne aktywa w celu ograniczenia ryzyka.

W ciągu ostatnich pięciu lat, gdy inflacja nadal osłabiała siłę nabywczą dolara, cena złota wzrosła o 147 proc.

Na dalszy wzrost potencjału tego metalu wskazują także inne znane osoby z rynku. Jamie Dimon, prezes JPMorgan, powiedział, że w obecnych warunkach złoto może „z łatwością” wzrosnąć do 10 000 USD za uncję.

Korzyści i ryzyko związane z odbudową amerykańskiej gospodarki

Cła mogą przyspieszyć rozwój krajowej produkcji, inwestycji przedsiębiorstw i całej gospodarki. W takim scenariuszu amerykańskie akcje mogłyby nadal korzystać z poprawy perspektyw biznesowych.

Jednocześnie te same działania mogą podnosić ceny, zakłócać łańcuchy dostaw lub skłonić Rezerwę Federalną do podwyżki stóp procentowych. W takim przypadku inwestorzy mogą potrzebować aktywów, które pomagają chronić siłę nabywczą i ograniczać ryzyko portfela.

Trump wskazuje na giełdę jako jeden z dowodów optymizmu inwestorów wobec amerykańskiej gospodarki.

„Osiągnęliśmy najwyższy poziom giełdy w historii” — powiedział, dodając, że rachunki emerytalne 401(k) Amerykanów również znajdowały się na rekordowych poziomach.

Indeksy S&P 500 i Dow Jones Industrial Average rzeczywiście niedawno ustanowiły nowe rekordy. Wzrost wspierały dobre wyniki spółek, wysokie wydatki na infrastrukturę sztucznej inteligencji oraz nadzieje na złagodzenie napięć na Bliskim Wschodzie.

Jednym z prostszych sposobów uczestniczenia we wzroście rynku jest inwestowanie za pośrednictwem funduszu indeksowego. Taki fundusz naśladuje zachowanie wybranego indeksu. Warren Buffett wielokrotnie przekonywał, że dla większości osób najlepszym rozwiązaniem jest posiadanie funduszu indeksowego odwzorowującego S&P 500.

Inwestor, który wybiera taki fundusz, uzyskuje dostęp do akcji 500 największych amerykańskich spółek z wielu branż. Zapewnia to natychmiastową dywersyfikację bez konieczności stałego śledzenia rynku i samodzielnego zawierania licznych transakcji.

Perspektywy dla inwestorów zależą jednak od rozwoju sytuacji. Jeśli cła rzeczywiście pobudzą produkcję w USA, inwestycje przedsiębiorstw i wzrost gospodarczy, amerykański rynek akcji może nadal zyskiwać. Jeżeli natomiast doprowadzą do wzrostu cen i kosztów finansowania, część aktywów może odczuć negatywne skutki tej polityki.

Zobacz nasze centrum wiedzy o Makro i geopolityka

▸ Komentarze (0)

Komentujesz jako Anonim. Bez konta, bez emaila.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.