Cena ropy Brent, będącej światowym punktem odniesienia dla rynku naftowego, przekroczyła w środę 100 USD za baryłkę. Stało się to po raz pierwszy od sześciu tygodni. Nasilenie walk między siłami USA i Iranu pogłębiło obawy o dostawy z regionu oraz zwiększyło ryzyko presji inflacyjnej i wyższych kosztów energii dla konsumentów i przedsiębiorstw.
Od początku ubiegłego miesiąca ropa Brent podrożała o jedną czwartą. Jednocześnie słabną nadzieje na trwałe zakończenie trwającego od sześciu miesięcy konfliktu między USA a Iranem.
Wzrost cen przyspieszył w tym tygodniu po atakach wspieranych przez Iran jemeńskich rebeliantów Huti na saudyjskie obiekty energetyczne. W ich wyniku zapaliły się instalacje naftowe, a ryzyko rozszerzenia zakłóceń na cały region Zatoki Perskiej wzrosło.
Przebicie przez ropę poziomu 100 USD sygnalizuje rosnące obawy, że światowy rynek stał się bardziej podatny na wstrząsy. Od miesięcy ograniczają go straty dostaw spowodowane zakłóceniami eksportu przez cieśninę Ormuz oraz spadkiem zapasów.
„Inwestorzy na rynku ropy w jednoznaczny sposób wyrażają swoją ocenę wpływu najnowszej eskalacji na Bliskim Wschodzie” — powiedział Tamas Varga z brokera naftowego PVM. „Głosują swoimi dolarami, a ten głos wyraźnie wskazuje, że dopóki cieśnina Ormuz nie zostanie ponownie otwarta i ropa nie zacznie płynąć bez zakłóceń, podaż w przewidywalnej przyszłości nie będzie odpowiadać popytowi”.
Kontrakty terminowe na ropę Brent nie osiągnęły jeszcze poziomu 126 USD za baryłkę, odnotowanego wcześniej w czasie konfliktu. Dłuższy okres utrzymywania się cen powyżej 100 USD może jednak wywołać skutki wykraczające poza rynek energii. Oznaczałby wyższe koszty transportu i produkcji, ponowne nasilenie obaw inflacyjnych oraz utrzymywanie stóp procentowych na wyższym poziomie przez dłuższy czas.
Niskie zapasy ropy
Sześć miesięcy ograniczonego eksportu ropy z Bliskiego Wschodu, będącego skutkiem wojny w Iranie, doprowadziło do zmniejszenia zapasów u części kluczowych konsumentów.
Stany Zjednoczone również intensywnie korzystały ze Strategicznej Rezerwy Ropy Naftowej (SPR). Jej poziom spadł do najniższego od 1982 roku. Rezerwa obejmuje obecnie 289,7 mln baryłek. To efekt wieloletnich uwolnień zapasów przez byłego prezydenta Joe Bidena i prezydenta Donalda Trumpa, których celem było ograniczenie wpływu wysokich cen paliw na konsumentów.
Utrzymujące się ceny paliw na stacjach powyżej 4,00 USD za galon stanowią ryzyko dla Partii Republikańskiej Trumpa. W listopadowych wyborach środka kadencji będzie ona prowadzić kampanię na rzecz utrzymania niewielkiej większości w obu izbach Kongresu.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA), będąca zachodnią agencją zajmującą się rynkiem energii, ogłosiła w marcu uwolnienie 400 mln baryłek z awaryjnych rezerw ropy. Agencja twierdzi, że światowa gospodarka nadal dysponuje znacznymi zapasami. Około trzy czwarte wspomnianej ilości zostało już uwolnione.
Według IEA łączne światowe zapasy ropy, obejmujące między innymi zapasy komercyjne, amerykańską SPR, zapasy w Chinach oraz ropę znajdującą się w transporcie morskim, wyglądają dość bezpiecznie.
Znaczna ich część jest jednak w drodze, została już przeznaczona dla konkretnych odbiorców albo znajduje się w krajach, które publikują niewiele informacji o dostępnych rezerwach, takich jak Chiny.
Dostawy z Bliskiego Wschodu nadal zakłócone
Ceny pozostają niższe od szczytu osiągniętego w kwietniu, gdy ropa Brent zdrożała nawet do 126 USD za baryłkę. Powrót cen powyżej 100 USD zwiększa jednak ryzyko dla rynku, który ma niewielki margines błędu. Zmniejszone zapasy i ograniczone wolne moce wydobywcze sprawiają, że dostawy są podatne na kolejne zakłócenia.
Według szacunków firmy Vortexa, monitorującej transport ropy, w wyniku wojny w Iranie eksport ropy jest nadal mniejszy o około 10 mln baryłek dziennie. To około 10% światowego popytu na ropę.
Niektórzy producenci, w tym Stany Zjednoczone, Kanada i Gujana, zwiększyli wydobycie. IEA podała jednak w ubiegłym miesiącu, że spodziewa się w tym roku spadku światowej podaży ropy o 4,3 mln baryłek dziennie, czyli o około 4%.
Analitycy twierdzą, że po uszczupleniu awaryjnych zapasów i wyłączeniu z rynku milionów baryłek dziennie rynek ma mniejszą zdolność do absorbowania nowych zakłóceń niż na początku wojny.
„Uważam, że rynek próbuje traktować ten wzrost cen energii jako jednorazowe wydarzenie. Tak nie jest. To zjawisko strukturalne. Nie zniknie i stanowi część tego, co określiłbym jako premię za bezpieczeństwo. Będzie ona tylko rosnąć” — powiedział Jeffrey Currie, współprzewodniczący Abaxx Markets.
Zobacz nasze centrum wiedzy o Surowce energetyczneDyskusje o CL na forum
Forum spółki →▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.