Przejdź do treści
InwestHubDla inwestora — bez reklam

Ponowne otwarcie cieśniny Hormuz uruchamia restart pól naftowych widoczny nawet z kosmosu

Redakcja InwestHub · 19 czerwca 2026 16:26

Od momentu, gdy cieśnina Hormuz praktycznie stała się zakładnikiem wojny między Iranem a Zachodem, szefowie firm energetycznych w regionie zaczęli planować największe pod względem logistyki przedsięwzięcie w historii branży: ponowne uruchomienie szlaku kluczowego dla światowych dostaw ropy i jednocześnie „odkręcenie” najpoważniejszego w historii cięcia produkcji w regionie.

Nadzwyczajność zamknięcia sprawiła, że wiele zespołów pracowało w warunkach niepewności i bez ustalonego harmonogramu. W Zjednoczonych Emiratach jeden z urzędników podkreślał, że w pierwszych dniach konfliktu kraj ustalał, jak „krokować” wyłączanie odwiertów naftowych, aby produkcja mogła wrócić możliwie najszybciej. Zarówno ZEA, jak i Arabia Saudyjska utrzymywały jednak na tyle presji w swoich złożach, by – jak twierdzili urzędnicy – dało się wrócić do poziomów produkcji sprzed wojny w ciągu około dwóch tygodni.

Arabskie supertankowce od kwietnia czekają w gotowości, licząc na natychmiastowe odebranie saudyjskiej ropy, a tym samym rezygnują z części przychodów z oczekiwanego transportu. W praktyce oznacza to, że strona przewozowa jest „ustawiona” pod szybki powrót ruchu, gdyby cieśnina została ponownie otwarta.

Wkrótce po podpisaniu w środę tymczasowego porozumienia pokojowego USA–Iran na zewnątrz cieśniny wypłynęły trzy saudyjskie supertankowce. Były to jedne z pierwszych jednostek pojawiających się w narastającym ruchu, choć w piątek widoczny wolumen transportu wyhamował.

Inni uczestnicy rynku podchodzą ostrożniej i chcą dodatkowych zapewnień dotyczących programu rozminowywania oraz kolejności, w jakiej statki będą mogły wypływać z Zatoki. Sama umowa podpisana przez prezydenta Donalda Trumpa i irańskiego odpowiednika Masouda Pezeshkiana ma jednak być sygnałem do uruchomienia w trybie natychmiastowym zarówno odwiertów, jak i rafinerii rozlokowanych w regionie. Restart ma być na tyle duży, że będzie zauważalny nawet z kosmosu: tysiące megawatów sygnatur cieplnych związanych z spalaniem gazu powinny zostać zarejestrowane w czasie, gdy pola wracają do pracy.

Patrick Pouyanne, przewodniczący i dyrektor generalny TotalEnergies SE, mówił w środę przed francuskim parlamentem, że normalne operacje na całym rynku powinny być możliwe do przywrócenia w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, o ile faktycznie wróci okres, w którym cieśnina jest otwarta. Dodał, że wszyscy będą obserwować, co dzieje się „na ziemi”.

Dla państw Zatoki ponowne uruchomienie oznacza nie tylko powrót produkcji i baryłek płynących przez Hormuz, lecz także szansę na spadek cen energii i ograniczenie obaw o inflację wśród banków centralnych na świecie. Trumpowi sprzyja dodatkowo perspektywa tańszego paliwa przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi do Kongresu oraz możliwość odbudowania zapasów w USA, które osiągnęły poziomy minimalne.

Przywrócenie działania musi jednak zostać precyzyjnie „zsynchronizowane”: statki muszą być we właściwych pozycjach, odwierty uruchomione, a infrastruktura naprawiona. Operacja może się też łatwo wytrącić z toru, jeśli zbyt mało armatorów zdecyduje się szybko wejść w rejon cieśniny, aby odebrać ładunki, jeżeli Iran zacznie pobierać opłaty, zgodnie z tym, co sugeruje porozumienie tymczasowe, lub jeśli plan pokojowy Trumpa zawiedzie i konflikt wróci.

W ostatnich czterech miesiącach eksport ropy z państw Zatoki spadł niemal o 15 mln baryłek dziennie, czyli o około 60% względem lutego. Ceny referencyjnej ropy przekroczyły 126 USD za baryłkę. Notowania nie poszły wyżej wyłącznie dlatego, że utrzymywano nadzwyczajne uwolnienia z rezerw kryzysowych oraz spadał popyt, co łagodziło globalny niedobór. Szacunki konsultanta Rystad Energy wskazują, że irańskie ataki spowodowały około 42 mld USD strat w kluczowych obiektach – od rafinerii po rurociągi. Dodatkowo amerykańska blokada, mająca ograniczać dochody Iranu z ropy, jeszcze bardziej zatrzymała ruch. Część jednostek rafineryjnych może potrzebować miesięcy, by wrócić do pełnej zdolności, twierdzą doświadczeni przedstawiciele firm naftowych.

Równolegle ponad 100 tankowców przewożących ropę z setkami członków załóg przez cały czas stało uwięzionych w Zatoce Perskiej – tak ocenia analityk shipbrokers E.A. Gibson.

Saudyjscy i emiraccy urzędnicy liczą na relatywnie szybkie odtworzenie przepływów ropy. Powrót rafinerii, czyli miejsc, gdzie surowiec jest przerabiany na paliwa użytkowe, może potrwać dłużej – wymaga bowiem wyspecjalizowanego sprzętu i skomplikowanej inżynierii. Łącznie sześć największych zakładów rafineryjnych w regionie miało około 1,4 mln baryłek dziennie mocy przerobowych wyłączonych, wynika z danych IIR Energy analizującej takie parametry. To wolumen większy niż jedna piąta ilości rafinowanych paliw wysyłanych wcześniej przez Hormuz przed wybuchem wojny.

Nie wszyscy producenci radzili sobie równie dobrze z utrzymaniem optymalnego działania pól podczas konfliktu. Arabia Saudyjska i ZEA mogły kierować część dostaw ropą przez rurociągi do Yanbu na Morzu Czerwonym oraz do Fujairah w Zatoce Omańskiej, obchodząc Hormuz.

Nawet w ramach jednego kraju sytuacja nie jest jednolita. Jeden z urzędników ostrzega, że przywracanie poziomów produkcji w Iraku do stanu sprzed wojny potrwa długo, bo długie wyłączenia sprawiły, że odwierty „zapychają się” substancjami takimi jak parafina. Jednocześnie produkcja Iraku już zaczyna wykazywać oznaki wzrostu: topowy menedżer w spółce Basra Oil Co. mówił w tym tygodniu, że wydobycie wzrosło o około 500 tys. baryłek dziennie względem początku konfliktu.

Rzecznik irackiego ministerstwa ropy zaznaczył, że tempo restartów będzie różne w zależności od złoża. Dodał, że priorytet mają pola produkujące towarzyszący gaz, lub takie, na których da się go wykorzystać.

„Przywrócenie dostaw na taką skalę jest całkowicie bezprecedensowe” – mówił Fraser McKay, szef analizy upstream w Wood Mackenzie. Firma ta szacuje, że 70% produkcji sprzed wojny będzie możliwe do odzyskania w ciągu trzech miesięcy, a 90% w ciągu sześciu miesięcy. Jednocześnie podkreślił, że producenci zobaczą też „przyjemne zaskoczenia”, ale mogą pojawić się również przeszkody.

W praktyce ponowne otwarcie Hormuz jest już od kilku tygodni w cichym tempie. Każdego dnia kilka tankowców – najpierw w skromniejszej liczbie, a ostatnio z ładunkami dochodzącymi nawet do 5 mln baryłek dziennie – trzymało się wybrzeża Omanu i omijało cieśninę o szerokości 21 mil morskich.

Jeśli branża zacznie restartować „na dobre”, ten strumień może zmienić się w gwałtowny wzrost dostaw. Wysiłek będzie wymagał nie tylko inżynierów z saudyjskich pól naftowych, ale też indyjsko kierowanych załóg tankowców i innych specjalistów pracujących całą dobę, aby rynek wrócił do możliwie najbardziej „normalnego” stanu.

Saad Rahim, główny ekonomista w Trafigura Group, podkreślał, że nie trzeba od razu dochodzić do 100% wolumenów sprzed wojny, ale potrzebny jest szybki powrót do co najmniej 50%.

„Gdzie są wszystkie statki?”

Prawie natychmiast po tym, jak Trump ogłosił w niedzielę, że w tym tygodniu dojdzie do porozumienia, producenci z regionu otrzymali liczne telefony od klientów, którzy chcieli jasności co do tego, jak realne jest wznowienie wysyłek i jakie szczegóły będą obowiązywać.

W czwartek wielu wciąż czekało na podobne potwierdzenia. Międzynarodowe stowarzyszenie armatorów tankowców Intertanko wezwało do pilnego wyjaśnienia, jakie kroki będą konieczne, by statki mogły bezpiecznie przepływać przez Hormuz. Armatorzy potrzebują zapewnienia, że w cieśninie nie ma min, zanim zdecydują się na rejs.

Wciąż nie ma pełnej jasności, jak miałby wyglądać program rozminowywania Hormuzu ani kto miałby go przeprowadzić. Urzędnicy ds. bezpieczeństwa wskazują jednak, że byłaby to operacja raczej rozłożona na tygodnie niż dni.

Jan Rindbo, dyrektor generalny D/S Norden A/S, mówił, że „wszyscy chcieliby wyprowadzić statki”, ale nastroje wskazują, iż nie trzeba być pierwszym. Zaznaczył też, że wraz z powrotem ruchu będzie rosła pewność. Dodał jednak, że sytuacja pozostaje krucha i niewielki incydent mógłby ją znowu zniszczyć.

Ci, którzy zdecydują się podjąć ryzyko, liczą na wysokie wynagrodzenia. Armatorzy spodziewają się setek tysięcy dolarów dziennie za umiejscowienie statków we właściwym czasie. W środę co najmniej sześć supertankowców zdolnych przewieźć 12 mln baryłek ropy wykonało głośne manewry na środku Oceanu Indyjskiego i zaczęło płynąć w kierunku Zatoki Perskiej, licząc na wznowienie. W podobnym kierunku wysyłano statki także od niektórych greckich armatorów, a także od zagadkowego południowokoreańskiego właściciela statków Ga-Hyun Chung, który niedawno został największym operatorem supertankowców na świecie.

Ich kalkulacja opiera się na założeniu, że pojawi się fala ładunków, a jednocześnie brakuje statków, by je szybko odebrać. Clarksons Securities szacuje, że do przywrócenia przepływów z Zatoki Perskiej potrzebne byłoby równowartości około 140 supertankowców. W pobliżu wschodniego krańca Cieśniny Malakka znajduje się około 120 pustych supertankowców, które w teorii mogłyby dotrzeć do Hormuzu w ciągu tygodnia, choć część i tak będzie musiała najpierw popłynąć do innych portów.

Jeden z chińskich podmiotów naftowych w tym tygodniu szukał statku do przewozu irackiego ładunku ropy. Kilku shipbrokerów twierdziło, że armatorzy wyceniali stawki powyżej 600 tys. USD dziennie – czyli co najmniej dziesięć razy więcej niż w ubiegłym roku. Firmy naftowe nie są skłonne akceptować taką wycenę.

Dla tych, którzy od miesięcy siedzą na pokładzie tankowców uwięzionych w cieśninie, sytuacja jest inna. Abhjit Chopra, kapitan tankowca z 22 członkami załogi, spędził 110 dni w oczekiwaniu i teraz chce wrócić do rodziny w Indiach. O porozumieniu dowiedział się poprzez wiadomości SMS/komunikaty telefoniczne, które obudziły go w czwartek rano, ale podkreślił, że nie było żadnych oznak świętowania ani po stronie załogi, ani wśród okolicznych statków.

Opisał ostatnie miesiące jako codzienność przerywaną od czasu do czasu przelotami pocisków nad rejonem. Teraz mówi, że załogi po prostu czekają na instrukcje.

„Przez ponad 100 dni zdecydowanie czuło się napięcie i niepewność – bez jasności, co ma się wydarzyć. Statki poruszają się ostrożnie. Wszyscy czekamy na polecenia z naszych biur na lądzie, aby wykonać kolejne kroki” – relacjonował Chopra.

Rynek azjatycki

Wznowienie dostaw tworzy też kolejną okazję dla traderów surowców, którzy potrafią zarabiać w okresach dużych zmian rynkowych. Kilku największych energetycznych uczestników rynku od początku tego roku notowało najwyższe zyski od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku.

Gdy restart zacznie się rozwijać, baryłki mają zacząć masowo trafiać do azjatyckich rafinerii – największych odbiorców ropy z Bliskiego Wschodu. Po miesiącach niedoborów, które zmusiły część zakładów do ograniczeń przerobu i wprowadzenia czterodniowych tygodni pracy w celu racjonowania energii, kupujący od Japonii po Wietnam twierdzą, że są już zasypywani ofertami ładunków. Jeden z pierwszych tankowców, który opuścił Hormuz w czwartek, miał załadowany LNG z przeznaczeniem dla Pakistanu, który od początku wojny zmaga się z dotkliwymi brakami paliwa.

Rynek był dotychczas utrzymywany w równowadze dzięki „obejściom” – część z nich pojawiła się niespodziewanie, jak spadek chińskiego importu, a część wynikała z planowych działań, m.in. poprzez uwolnienie rezerw awaryjnych. Dotychczas te mechanizmy zapobiegały dalszym wzrostom cen, ale dodatkowe podażowe impulsy mogą popchnąć rynek w stronę nadwyżki. Równocześnie kraje i firmy będą musiały odbudować ponad 1 mld baryłek zapasów, które zniknęły od początku konfliktu.

Rory Johnston, badacz rynku ropy i założyciel Commodity Context, mówił, że „zdolność Chin do tak silnego i szybkiego korygowania popytu sprawia, że system jest dość odporny na wstrząsy podażowe”. Ocenił, że to oczywiście „test” w ramach najpoważniejszego scenariusza dostaw. Jak dotąd rynek – w jego ocenie – przeszedł go pozytywnie.

Kilku traderów podawało też, że po przejściu tej ostatniej „fazy szoku” oczekują powrotu do tego, co jeszcze przed wojną było wpisane w prognozy na 2026 rok: okresu, w którym podaż wyraźnie przekroczy popyt. Oznacza to dalsze spadki cen ropy, która w czwartek kosztowała około 79 USD za baryłkę.

Chiny zaczęły niedawno wykorzystywać swoje komercyjne rezerwy ropy i nie widać sygnałów, by ich import szybko wracał na wyższe poziomy. Niższe ceny i większa liczba ładunków mogą jeszcze mocniej obniżać presję kosztową, zwłaszcza że odbudowa zapasów będzie odbywać się w tempie zależnym od tempa ponownego uruchamiania dostaw przez Hormuz.

Zobacz nasze centrum wiedzy o Surowce energetyczne

▸ Komentarze (0)

Komentujesz jako Anonim. Bez konta, bez emaila.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.