Wojna na Bliskim Wschodzie kosztowała świat ponad 1 mld baryłek łącznych strat w dostawach. Na szczęście Chiny zgromadziły wcześniej rezerwy o podobnej skali, więc po zamknięciu cieśniny Hormuz ograniczyły zakupy ropy. W efekcie udało się zahamować gwałtowny skok cen, który wydawał się nieunikniony.
Teraz wiele podmiotów chce budować własne rezerwy ropy albo uzupełniać te, które już zostały wykorzystane.
W marcu, wkrótce po rozpoczęciu przez USA i Izrael ataków na Iran, a także po odpowiedzi Iranu polegającej na zamknięciu Cieśniny Hormuz, Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) zapowiedziała uwolnienie 400 mln baryłek ropy naftowej z tworzonej wspólnie awaryjnej rezerwy. Rezerwa została utworzona wraz z IEA jako odpowiedź na arabskie embargo na ropę oraz inne zakłócenia podaży z lat 70., gdy świat był jeszcze bardziej uzależniony od ropy z Bliskiego Wschodu.
Zapowiedź z marca zaniepokoiła obserwatorów rynku ropy, ponieważ miała to być największa w historii operacja uwolnienia surowca — znacznie większa niż to, co państwa członkowskie IEA uruchomiły w 2022 r., gdy zachodnie sankcje na Rosję po jej inwazji na Ukrainę wywołały skok cen. Wtedy IEA uwolniła tylko 182 mln baryłek. Tym razem państwa członkowskie miały być gotowe uwolnić 400 mln baryłek, a dodatkowo „miliony baryłek” z amerykańskiej strategicznej rezerwy ropy.
Tak duże ilości będą jednak wymagały uzupełnienia po zakończeniu kryzysu, a nawet wcześniej, jeśli będzie się on przeciągał. Analitycy ostrzegają przed tym — i przed możliwym wpływem akcji uzupełniania zapasów na wzrost cen międzynarodowych, które pozostawały uporczywie niskie, mimo nowych doniesień o kolejnych atakach między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Jednocześnie, oprócz tej akcji, niektóre kraje chcą budować własne strategiczne rezerwy, by lepiej zabezpieczać się przed przyszłymi wstrząsami.
W powiązanej informacji: Filipiny stają się największym na świecie nabywcą paneli słonecznych.
W niedawnym raporcie agencja Reuters zwróciła uwagę, że kraje, które miały w kraju ograniczone rezerwy ropy, odczuły skutki zamknięcia Hormuz mocniej niż te, które dysponowały dużymi zapasami. Taki wniosek jest oczywisty, ale pokazuje też coś więcej — a mianowicie, że ropa naftowa pozostaje paliwem kluczowym dla globalnej gospodarki, niezależnie od przyspieszenia wysiłków na rzecz transformacji energetycznej w ostatniej dekadzie.
Wiele doniesień pojawiających się po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie mówiło, że skłoni ona importerów energii do przechodzenia na takie rozwiązania jak energia wiatrowa i słoneczna, aby ograniczać zależność od importu ropy z Bliskiego Wschodu. Rzeczywiście, wiele rządów w Azji — najbardziej narażonym regionie — nasiliło działania na rzecz wiatru i słońca. Jednocześnie jednak sygnalizowały, że nie są w stanie w istotnym stopniu zastąpić węglowodorów. Dlatego równolegle zaczęły myśleć o budowie rezerw ropy. Punktem odniesienia stały się tu Chiny.
Istnieje dość powszechna zgoda wśród analityków energetycznych, że Chiny odegrały instrumentalną rolę w tym, by świat nie utonął w cenach ropy „trzycyfrowych” (czyli w cenach w przedziale większym niż 100). Stało się tak dzięki temu, że Chiny planują z wyprzedzeniem i przygotowują się na niekorzystne scenariusze, takie jak wojna na Bliskim Wschodzie. Przez lata kupowały ropę po niższych cenach m.in. z Iranu, Rosji i Wenezueli, budując największą na świecie rezerwę ropy. Co ciekawe, doniesienia o różnicy między importem surowej ropy do Chin a wielkością przerobu w rafineriach pomagały utrzymywać ceny pod kontrolą i sprawiały, że ropa była dłużej tańsza — co z kolei ułatwiało budowę rezerwy. Gdy wojna nadeszła, Chiny ograniczyły import i zaczęły korzystać z zapasów ropy.
Powtórzenie tego podejścia może być jednak sporym wyzwaniem, choć na pierwszy rzut oka wydaje się proste. Wyzwanie jest, oczywiście, finansowe. Na przykład Indie chcą zwiększyć własną rezerwę ropy, która jest obecnie nieakceptowalnie niska i pokrywa zaledwie 8 dni importu. Rząd polecił już należącemu do państwa ONGC dodać 13 mln baryłek do rezerwy ropy, ale te dodatkowe 13 mln baryłek nie wystarczą w przypadku braków — a zakup tyle ropy, by zabezpieczyć się przed niedoborami, kosztowałby dziesiątki miliardów dolarów. Indie nie są przy tym jedynym dużym importerem myślącym o zwiększeniu rezerw. Również Chiny będą musiały uzupełnić swą rezerwę, podobnie jak państwa członkowskie IEA.
Co to oznacza dla rynku? Popyt na ropę ma wzrosnąć w momencie, gdy pojawi się jasny sygnał, że kryzys na Bliskim Wschodzie jest już naprawdę zakończony. Nawet IEA — organizacja kojarzona z debatą o szczycie popytu na ropę — w najnowszym miesięcznym raporcie oceniła, że spodziewa się powrotu globalnego popytu na ropę do 2 mln baryłek dziennie w 2027 r., po spadku o 1,1 mln baryłek dziennie w tym roku, spowodowanym kryzysem i jego wpływem na podaż oraz ceny. Dla kupujących dobrą informacją może być to, że wiadomość o silniejszym popycie prawdopodobnie przełoży się na niższe ceny ropy.
Dyskusje o CL na forum
Forum spółki →▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.