SLB mimo słabego I kwartału: skąd wiara rynku w wieloletni boom?
Spółka SLB (SLB) wygląda na wyjątkowo odporną, jeśli spojrzeć wyłącznie na wykres kursu. W ciągu ostatnich 12 miesięcy notowania wzrosły o 40%, wyraźnie szybciej niż S&P 500 (+24%). Tyle że obraz z I kwartału 2026 okazuje się znacznie mniej korzystny.
I kwartał 2026 był „pełen tarcia”. Geopolityczne napięcia na Bliskim Wschodzie uderzyły w bieżące działania firmy. Po wyłączeniu efektu niedawno przeprowadzonego przejęcia przychody spadły o 7% rok do roku. Skorygowana marża EBITDA skurczyła się o 346 pkt bazowych do 20,3%. SLB zanotowała też odpływ gotówki — wolne przepływy pieniężne wyszły lekko poniżej zera, na poziomie około -23 mln USD.
Dodatkowo zarząd zapowiedział, że kolejny kwartał będzie jeszcze trudniejszy: prognozowany ubytek w wynikach wyniesie 0,06–0,08 USD na akcję. Przy takiej dynamice nasuwa się pytanie, skąd wzięła się aż +43,3% stopa zwrotu, którą rynek wyceniał w tym czasie.
Odpowiedź tkwi w tym, jak inwestorzy czytają strategię SLB na dłużej. Rynek zdaje się „przecierać przez” krótkoterminową zmienność i obstawiać, że obecna kruchość całego układu energetycznego stanie się paliwem dla nowego, wieloletniego cyklu inwestycji. W logice tej tezy zakłócenia w dostawach mają zmuszać państwa do mocniejszego akcentowania bezpieczeństwa energetycznego — a to ma uruchamiać wydatki m.in. na głębokowodne poszukiwania oraz powroty do zagospodarowania starych złóż.
SLB zapowiada pozytywne nastawienie na lata 2027 i 2028. W notowaniach widać, że inwestorzy właśnie to biorą pod uwagę.
Co ważne, potrzeba nakładów na dłuższy horyzont wynika także z realiów największych klientów. Nawet „supermajory” — firmy o bardzo dobrym poziomie operacyjnym — mierzą się z utrzymującymi się wyzwaniami infrastrukturalnymi, które trudno nadrabia się wyłącznie zmianą tempa prac w krótkim okresie.
Jednocześnie SLB nie opiera historii wzrostu wyłącznie na ropie. Firma rozwija silniki wzrostu niezwiązane bezpośrednio z samym wierceniem. W obszarze Digital przychody wzrosły o 9% rok do roku. Z kolei biznes rozwiązań dla centrów danych — powiązany z boomem infrastruktury pod AI — został opisany jako „jasny punkt”, z 45% wzrostem rok do roku. Spółka oczekuje, że ten segment zakończy rok w tempie około 1 mld USD przychodów rocznie (run rate).
To pokazuje, że SLB stara się znaleźć drugie życie w technologiach i danych, a nie tylko w klasycznych usługach dla sektora naftowego.
Mimo tej opowieści inwestorzy i tak reagują na harmonogramy realizacji. Widać to było po zmianie nastrojów rynkowych związanej z umową pokojową USA–Iran. Formalna ceremonia podpisania była zaplanowana w Genewie na 19 czerwca, a już po ogłoszeniu ugody wyraźnie zmniejszyły się długotrwałe obawy o zakłócenia dostaw na Bliskim Wschodzie.
Efekt szybko przeniósł się na ceny ropy: kontrakty terminowe na Brent spadły o ponad 5% do trzymiesięcznych minimów w okolicy 78 USD za baryłkę. W tle odbywał się Digital Investor Day SLB. Firma potwierdziła solidne wskaźniki, ale ciężar prezentacji położono bardziej na długoterminowych celach finansowych na 2030 r. niż na natychmiastowych korektach kwartalnych wyników.
Bez wyraźnego katalizatora na najbliższe miesiące, kurs zareagował nerwowo. Po wydarzeniu SLB cofnęła się o 5,16% do 50,33 USD, a część spadku wiązano z realizacją zysków typu „sprzedaj po ogłoszeniu”. Na tym tle widać też różnicę względnej siły: w tym samym okresie BKR wzrósł o 54%, HAL o 63%, a FTI aż o 90%. SLB wypada tu najsłabiej na tle grupy porównawczej.
Dla inwestorów fundamentalne pytanie pozostaje więc takie samo: czy SLB jest „skutecznym” konsolidatorem wartości, który tylko przejściowo cierpi przez wyhamowującą ropę i krótkoterminowe zakłócenia, czy też okazuje się po prostu najwolniejszym uczestnikiem w szybkim wyścigu.
Pogoń za ruchem jednej spółki niesie jednak własne ryzyka. W praktyce część inwestorów wybiera podejście oparte o koszyk — zamiast stawiać na pojedynczy tytuł, dobiera większą liczbę jakościowych spółek i dokonuje rebalansowania w sposób zdyscyplinowany, dążąc do osiągania wyników lepszych niż benchmark łączący m.in. S&P 500, S&P Mid-cap i Russell 2000.
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.