Ford ma zaprezentować wyniki za II kwartał. Inwestorzy czekają na prognozy jak u GM
Ford, jedna z tzw. „Wielkiej Trójki” producentów samochodów, wkrótce opublikuje wyniki za drugi kwartał. Rynek uważnie obserwuje, czy spółka pójdzie śladem General Motors (GM) i zaktualizuje w górę prognozy na cały rok. Drugie pytanie dotyczy tego, jak mocno w czasie trwa osłabienie popytu na samochody elektryczne (EV) w całej gamie produktów.
Za drugi kwartał Ford ma według konsensusu raportować przychody z działalności motoryzacyjnej w wysokości 44,72 mld USD. Spółka ma pokazać zysk na akcję (EPS) skorygowany o 0,36 USD oraz skorygowany zysk operacyjny EBIT na poziomie 2,15 mld USD. To oznaczałoby skorygowaną marżę EBIT w wysokości 4,3%.
Najważniejsze znaczenie ma jednak „guidance”, czyli prognozy zarządu na przyszłe okresy. Po raporcie za pierwszy kwartał Ford podniósł roczną prognozę skorygowanego EBIT do przedziału 8,5–10,5 mld USD. Wcześniej prognozowano 8,0–10,0 mld USD. W tym kroku Ford dopasował się do decyzji GM, który również podniósł prognozę o 500 mln USD.
Analitycy i inwestorzy mogą oczekiwać kolejnej podwyżki prognoz przez Forda, podobnie jak GM zrobił to tydzień temu. GM wskazał w zaktualizowanych założeniach m.in., że:
- ceny mają wzrosnąć o ok. 0,5%,
- straty na pojazdach elektrycznych (EV) mają się poprawić o 1–1,5 mld USD,
- korzyści regulacyjne mają wynieść 500–700 mln USD,
- koszty ceł brutto mają sięgnąć 2,5–3,5 mld USD,
- a inflacja surowców, w tym DRAM, ma wynieść 1,5–2 mld USD.
Jeśli chodzi o wydatki, Ford ma według oczekiwań modelować w całym roku nakłady inwestycyjne (capital expenditures, capex) na poziomie 9,82 mld USD. To pozostaje w okolicach wcześniej sygnalizowanego przedziału 9,5–10,5 mld USD.
Ford wcześniej ostrzegał też, że w pierwszej połowie 2026 roku skorygowany EBIT będzie niższy niż w drugiej połowie. Spółka wiąże to z przejściowym zaopatrzeniem w aluminium dla pickupów F-Series, które podnosi koszty, zanim produkcja wróci do normalnego trybu pod koniec roku.
W obszarze elektryfikacji Ford stawia na nową platformę EV (tzw. UEV). Ma ona być budowana wokół mniejszych, tańszych samochodów, tak aby przynosić zysk na wczesnym etapie cyklu produktowego. To oznacza zmianę podejścia w porównaniu z pierwszymi produktami, takimi jak Mustang Mach-E, oraz anulowaną już wersją F-150 Lightning.
Mimo to krótkoterminowy popyt na EV wyraźnie spadł. Powodem jest utrata federalnych ulg podatkowych dla nabywców samochodów elektrycznych.
Wcześniej w tym miesiącu Ford poinformował o 10,3% spadku sprzedaży w USA w drugim kwartale — do 549 200 pojazdów. To efekt załamania popytu na pojazdy elektryczne, słabszych wolumenów w segmentach F-Series i SUV-ów oraz prac nad wycofaniem dwóch modeli.
W całej ofercie wyniki kwartalne były słabsze. Sprzedaż w pierwszym półroczu spadła o 9,6% do nieco ponad 1 mln pojazdów. Ford podkreśla jednak, że po wyłączeniu: wycofania Escape i Lincoln Corsair oraz 69% redukcji dziennej sprzedaży wynajmowanych aut, sprzedaż w II kwartale mogłaby wzrosnąć szacunkowo o 0,5%.
Mimo spadków Ford poinformował, że jego szacowany udział w rynku detalicznym w czerwcu wzrósł o 0,2 pkt proc. do 12,3%.
Jeśli Ford dopasuje się do ruchu GM i podniesie guidance, inwestorzy mogą zignorować spadki wolumenów. Utrzymanie bieżących prognoz może jednak oznaczać, że kondycja marki F-Series nie wróciła jeszcze w pełni do formy, albo że kontrola kosztów — w kontekście inflacji i wydatków gwarancyjnych — może być lepsza.
Dyskusje o 700 na forum
Forum spółki →▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.