Przejdź do treści
InwestHubDla inwestora — bez reklam

Firmy konsumenckie coraz dłużej pozostają prywatne, odkładając debiut giełdowy

Redakcja InwestHub · 31 lipca 2026 14:32

Pięć lat po boomie na pierwsze oferty publiczne (IPO, czyli debiuty spółek na giełdzie) z 2021 roku rynki publiczne wyglądają zupełnie inaczej. Coraz więcej firm decyduje się dłużej pozostać własnością prywatną.

W 2021 roku na giełdy trafiło wiele nowych spółek. Nasdaq poinformował, że przyjął wtedy 743 IPO, a New York Stock Exchange podała, że zwiększyła łączną kapitalizację rynkową o ponad 1 bln USD. Był to drugi z rzędu rekordowy rok pod względem liczby nowych debiutów.

Wśród największych ofert publicznych sprzed pięciu lat znalazły się między innymi Coinbase, Roblox, Rivian i Warby Parker. Z badań Morningstar wynika, że spółki debiutujące w 2021 roku pozyskały niemal 500 mld USD. Była to mniej więcej dwukrotność liczby transakcji i kapitału zebranych w 2020 roku, który przyniósł dużą niepewność z powodu pandemii oraz spadku zaufania konsumentów i inwestorów.

Od tego czasu rynek IPO wyraźnie się ochłodził. Mimo dużego debiutu SpaceX, który przeprowadził Elon Musk, znacznie mniej firm decyduje się na wejście na giełdę. Niektóre z tych, które to zrobiły, miały problemy z utrzymaniem dynamiki w obecnych warunkach rynkowych.

W czwartek na giełdę weszły dwie firmy konsumenckie: sieć kanapkowa Jersey Mike’s oraz sprzedawca odzieży Reformation. Ich debiuty przebiegły bez większych emocji. Akcje Reformation zakończyły dzień zasadniczo bez zmian, natomiast walory Jersey Mike’s otworzyły notowania 2 USD poniżej ceny emisyjnej i zamknęły sesję niemal 6% niżej. Według Renaissance obie spółki dołączyły do zaledwie kilku innych firm konsumenckich, które zadebiutowały w 2026 roku. Stanowią one niewielką część wszystkich tegorocznych IPO.

Eksperci wskazują kilka powodów, dla których firmy ponownie analizują sposób pozyskiwania kapitału i zapewniania inwestorom możliwości sprzedaży udziałów.

„Obecnie na giełdach jest niespełna 4 000 spółek, podczas gdy 30 lat temu było ich nieco mniej niż 8 000” — powiedział Mike Dinsdale, dyrektor generalny Powerlaw, notowanego na giełdzie funduszu inwestującego w prywatne firmy. „Moim zdaniem powodem jest dostęp do kapitału, a także to, że pozostanie firmą prywatną oznacza brak przejrzystości dotyczącej tego, co się dzieje w spółce, podczas gdy po stronie publicznej wyceny są wyższe”.

Dinsdale, który wcześniej zajmował stanowiska kierownicze w DoorDash i DocuSign, uważa, że dostęp do kapitału i możliwość sprzedaży udziałów na rynkach prywatnych, a także rozwój megafunduszy, zmniejszyły „potrzebę pośpiechu z wejściem na giełdę”.

Jego zdaniem jest to trend widoczny od 30 lat. W ostatnich pięciu latach dodatkowo przyspieszyło zainteresowanie prywatnymi spółkami ze strony biur rodzinnych, czyli prywatnych podmiotów zarządzających majątkiem najbogatszych rodzin. Szukają one nowych miejsc do inwestowania pieniędzy.

Rynki wtórne

Część największych firm konsumenckich i detalicznych nadal pozostaje prywatna. Są wśród nich Publix Super Markets, Sephora i Chick-fil-A.

Sunaina Sinha Haldea, globalna szefowa działu doradztwa w zakresie prywatnego kapitału w Raymond James, uważa, że prywatne firmy korzystają z rozwoju rynków wtórnych. Na tych rynkach inwestorzy mogą kupować i sprzedawać udziały w prywatnych spółkach, zanim trafią one na giełdę.

„Rynek wtórny działa jak zawór bezpieczeństwa, który zmniejsza sztuczną presję związaną z koniecznością wejścia na giełdę” — powiedziała. „Teraz nikt nie musi debiutować, ponieważ prywatny rynek wtórny jest tak głęboki”.

Dynamicznie rozwija się także finansowanie venture capital, czyli inwestycje funduszy w młode i szybko rosnące firmy. Jason Yeh, współzałożyciel firmy Patron inwestującej w spółki konsumenckie, powiedział, że zmienność na giełdach oraz słabe wyniki publicznych firm z sektora konsumenckiego i handlu detalicznego prawdopodobnie zwiększyły niechęć do opuszczania rynku prywatnego.

„Są bardzo duzi zarządzający aktywami, fundusze hedgingowe i inni inwestorzy, którzy chcą kupować udziały na późniejszym etapie rozwoju dużych firm. Dzięki temu spółki mogą dłużej odkładać debiut giełdowy, a wcześniejsi inwestorzy mogą uzyskać możliwość sprzedaży swoich udziałów” — powiedział Yeh.

Jego firma współpracowała między innymi ze spółkami konsumenckimi Sweatpals, Board i System Labs. Yeh dodał, że silny rynek zapewniający inwestorom możliwość sprzedaży udziałów sprawiłby, że zarówno IPO, jak i przejęcia stałyby się atrakcyjnymi opcjami.

„Wygląda na to, że zbliżamy się do momentu, w którym kilka firm, które teoretycznie powinno było wejść na giełdę w ciągu ostatnich kilku lat, zadebiutuje — najlepiej — w ciągu najbliższych 12–18 miesięcy” — powiedział Yeh.

„Marchewka i kij”

Niektóre firmy nadal mają mocne powody, by wejść na giełdę. IPO często pozwala pozyskać dużą kwotę pieniędzy. Tak było w przypadku SpaceX, które podczas debiutu zebrało dziesiątki miliardów dolarów.

„Uważam, że firmy z bardzo dobrym modelem biznesowym, który pozwala generować duże przepływy pieniężne, ostatecznie wejdą na giełdę” — powiedział Yeh. „Mam nadzieję, że kiedy to nastąpi, ogólne warunki gospodarcze będą lepsze, zamiast przeprowadzania debiutu na słabszym rynku”.

Jedną z największych korzyści z pozostania prywatną spółką jest uniknięcie presji związanej z kwartalnymi wynikami. Ich publikacja wymaga ujawniania inwestorom szczegółowych danych i może prowadzić do spadku kursu, jeśli liczby okażą się rozczarowujące.

„Ogólnie założyciele nie chcą wchodzić na giełdę. Większość z nich tego nie chce, ponieważ nagle inwestorzy zyskują znacznie większą wiedzę o tym, co robi spółka” — powiedział Dinsdale. „Opinia publiczna ma dostęp do danych i ocenia działania firmy, podczas gdy wcześniej jej kierownictwo miało nad nimi większą kontrolę”.

Dinsdale uważa, że aby rynek IPO ponownie stał się atrakcyjny, potrzebne są zarówno „marchewka, jak i kij”. Oznaczałoby to jednocześnie utrudnienie firmom pozostawania prywatnymi oraz zmiany regulacyjne i ustawowe zachęcające do wejścia na giełdę.

Prezydent Donald Trump wysunął pomysł zakończenia obowiązku publikowania kwartalnych raportów finansowych. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) poparła tę koncepcję na początku tego roku. Zgodnie z propozycją firmy mogłyby raportować wyniki tylko dwa razy w roku. W majowym oświadczeniu przewodniczący SEC Paul Atkins stwierdził, że obecne przepisy są dla firm i inwestorów zbyt „sztywne”.

Zdaniem Sinha Haldei regulacje związane z obecnością na giełdzie są „przeszkodą” zniechęcającą do wyboru tej drogi.

„Jeśli jesteś dyrektorem generalnym szybko rosnącej firmy, kapitał jest łatwo dostępny, a ty nie musisz zajmować się zasadami zarządzania, obowiązkami raportowymi ani kwartalnym harmonogramem właściwym dla spółki publicznej, to dlaczego miałbyś się na to decydować?” — powiedziała.

Sinha Haldea podkreśliła, że wejście na giełdę oznacza zarówno koszt finansowy, jak i konieczność zaangażowania dodatkowych zasobów. Pozostanie na rynkach wtórnych pozwala pozyskać kapitał bez ponoszenia tych obciążeń. Wraz ze zmianą znaczenia kolejnych etapów rozwoju firm oraz spadkiem prestiżu IPO odpowiedź na pytanie, dlaczego spółka powinna wejść na giełdę, nie jest już w każdej radzie dyrektorów tak oczywista jak wcześniej.

Aby zmienić tę sytuację i zachęcić większą liczbę firm do powtórzenia trendu z 2021 roku, najpierw musi zmienić się „operacyjne obciążenie związane z byciem spółką publiczną”.

„Obecność na giełdzie wiąże się z dużą liczbą obowiązków raportowych, wymogami zgodności z przepisami, ryzykiem sporów sądowych i uszczupleniem czasu kadry zarządzającej” — powiedziała Sinha Haldea. „Te zasady muszą zmienić się poprzez regulacje, aby wybór między pozostaniem firmą prywatną a wejściem na giełdę stał się bardziej neutralny”.

Zobacz nasze centrum wiedzy o Akcje i spółki

▸ Komentarze (0)

Komentujesz jako Anonim. Bez konta, bez emaila.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.