Warsh i Fed rozważają mniej posiedzeń. Rynki szykują się na możliwą zmienność
Prezes Rezerwy Federalnej (Fed) Kevin Warsh rozważa ograniczenie liczby corocznych posiedzeń Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), który decyduje o poziomie stóp procentowych. Byłby to kolejny element jego planu zmniejszenia wpływu banku centralnego na rynki finansowe. Zdaniem części ekspertów taka zmiana mogłaby przynieść inwestorom zarówno większą zmienność, jak i nowe możliwości.
Od objęcia stanowiska w maju Warsh wprowadził kilka zmian odwracających trwającą od dekad kulturę Fedu. Wcześniej decydenci banku centralnego bardzo otwarcie, a zdaniem niektórych ekspertów nawet zbyt szczegółowo, informowali o przewidywanym kierunku polityki pieniężnej.
Warsh znacząco ograniczył tak zwane wskazówki dotyczące przyszłej polityki (forward guidance), czyli sposób sygnalizowania przez Fed przyszłych decyzji dotyczących stóp procentowych. Skrócił też komunikat publikowany po posiedzeniu i podczas dwóch dotychczasowych konferencji prasowych udzielał na pytania o swoje poglądy odpowiedzi niejasnych i często wymijających.
Teraz pojawiła się możliwość zmiany wieloletniego harmonogramu ośmiu posiedzeń FOMC w każdym roku. Jedno ze źródeł w Fedzie określiło ten pomysł jako omawiany dotąd głównie hipotetycznie.
Ograniczenie liczby posiedzeń jeszcze bardziej zmniejszyłoby ilość informacji przekazywanych przez Fed Warsha. Skutki dla rynków akcji i obligacji byłyby trudne do przewidzenia.
– Z pewnością zwiększyłoby to zmienność. Mniejsza przejrzystość zmusza uczestników rynku do zabezpieczania pozycji albo przygotowywania się na szerszy zakres możliwych wyników – powiedział George Catrambone, szef działu instrumentów o stałym dochodzie na obie Ameryki w DWS Group.
Nie ma nic magicznego w liczbie posiedzeń
Fed stosował w swojej historii różne harmonogramy posiedzeń. Do początku lat 80. spotykał się niemal co miesiąc. Za kadencji byłego prezesa Paula Volckera zmieniono ten model na osiem posiedzeń rocznie.
Fed może też w dowolnym momencie zwołać posiedzenie nadzwyczajne. Taka decyzja mogłaby jednak mieć poważne konsekwencje dla rynku, ponieważ zostałaby odebrana jako sygnał sytuacji kryzysowej.
Prezes oddziału Fedu w Minneapolis Neel Kashkari powiedział w środę, że jest otwarty na ponowne przeanalizowanie harmonogramu.
– Nie sądzę, żeby istniała jakaś magiczna liczba: osiem, dziesięć czy sześć. Zawsze możemy zwołać posiedzenie nadzwyczajne, jeśli coś się wydarzy, ale byłoby to ważne wydarzenie. Kiedy FOMC zwołuje nadzwyczajne posiedzenie, wysyła jasny sygnał, że obawia się czegoś konkretnego. Dlatego jestem otwarty na dyskusję i nie mam w tej sprawie zdecydowanego stanowiska – powiedział.
Podobnie wypowiedziała się we wtorek prezes oddziału Fedu w Filadelfii Anna Paulson. – Zdrowo jest przeprowadzić na ten temat dobrą dyskusję – stwierdziła.
Część innych ekspertów Fedu uważa, że mniejsza liczba posiedzeń w roku nie musi być dla rynków dużym problemem.
– W liczbie ośmiu posiedzeń nie ma nic magicznego. Częste spotkania wiążą się z kosztami, ale z drugiej strony nie można organizować ich tak rzadko, żeby Fed nie podejmował decyzji na czas – powiedział Bill English, były szef działu spraw monetarnych Fedu. English pracował w banku centralnym podczas pierwszej kadencji Warsha, a obecnie jest profesorem Uniwersytetu Yale.
English powiedział, że kiedyś proponował sześć posiedzeń rocznie. Każde z nich miałoby jednak obejmować konferencję prasową oraz aktualizację „Summary of Economic Projections”, czyli podsumowania prognoz gospodarczych Fedu. Jego zdaniem osiem spotkań to liczba „bliska właściwej”. Bardziej niepokoi go ograniczanie innych form komunikacji.
– Naprawdę nie podoba mi się próba znacznie mniejszego informowania opinii publicznej. Wyjaśnianie, dlaczego podejmuje się określone działania, pomaga społeczeństwu je zrozumieć i przewidywać. Dzięki temu polityka pieniężna jest skuteczniejsza. To także właściwy sposób, aby Fed pozostawał odpowiedzialny przed opinią publiczną – powiedział.
Rynek na razie reaguje spokojnie
Dotychczas rynki albo dały Warshowi kredyt zaufania, albo były zbyt skupione na geopolityce, by mocno reagować na sygnały płynące z Fedu.
Od przejęcia przez Warsha stanowiska po obecnym gubernatorze Jerome’ie Powellu, 22 maja, indeks Dow Jones Industrial Average zyskał około 3 500 punktów, czyli 7%. Rentowności obligacji, czyli ich dochód w relacji do ceny, również wzrosły, choć bez gwałtownych zmian. Rentowność dwuletnich obligacji skarbowych USA zwiększyła się o około 8 punktów bazowych, czyli 0,08 punktu procentowego, a rentowność referencyjnych obligacji dziesięcioletnich wzrosła mniej więcej tyle samo.
Zmiany te nastąpiły mimo odejścia Warsha od tradycji otwartej komunikacji, która ukształtowała się w drugiej połowie XX wieku. Prezes powołał też pięć zespołów zadaniowych. Mają one od podstaw przeanalizować między innymi podejście Fedu do polityki pieniężnej, strategię komunikacji i wykorzystanie danych.
– W pewnym sensie uchodzi mu to na sucho. Warsh jest pierwszym przedstawicielem Fedu, którego widzę mówiącego wprost, że chce, aby bank centralny miał mniejszy bezpośredni wpływ na ruchy rynkowe – powiedział Mark Hackett, główny strateg rynkowy w Nationwide.
Warsh jasno przekazał uczestnikom rynku, że powinni reagować na dane, a nie na niejednoznaczne wypowiedzi przedstawicieli Fedu.
– Uczestnicy rynku uczą się patrzeć na piłkę, a nie na sędziego. Ceny rynkowe będą nadal reagować w kierunku i z siłą, które uznają za właściwe. Moim zdaniem to zmiana na lepsze, a dopiero zaczynamy ją wprowadzać – powiedział Warsh podczas ubiegłotygodniowej konferencji prasowej.
Część inwestorów uważa jednak, że jego strategia jest ryzykowna.
– Najważniejszym skutkiem będzie większa zmienność – napisał w komentarzu Dario Perkins, szef zespołu analiz globalnej gospodarki w TS Lombard. Ocenił, że podejście Warsha prowadzi do „systemu ciągłego przeszacowywania wycen rynkowych”.
– Inwestorzy muszą przyzwyczaić się do posiedzeń FOMC, przed którymi nie znają wyniku. Stworzy to również nowe możliwości handlu. Nie trzeba dodawać, że być może właśnie tego Warsh chciał od początku – dodał Perkins.
Możliwe skutki dla obligacji i finansów publicznych
Już wcześniej pojawiały się obawy dotyczące stosunku Warsha do wskazówek dotyczących przyszłej polityki. Zostały one pogłębione przez niejasno określoną funkcję reakcji, czyli opis warunków gospodarczych, które skłoniłyby Fed do działania.
Warsh krytycznie wypowiadał się także o „dot plot”, czyli wykresie pokazującym indywidualne oczekiwania przedstawicieli Fedu dotyczące stóp procentowych. Gdy FOMC aktualizował wykres w czerwcu, Warsh odmówił przedstawienia własnej prognozy.
Dalsze ograniczenie informacji, na przykład przez zmniejszenie liczby posiedzeń do czterech lub sześciu rocznie, wzbudza dodatkowe obawy. Przez dekady rynek szukał wskazówek w komunikatach Fedu. Teraz inwestorzy mogliby być zmuszeni do zgadywania, w którą stronę zmierza polityka pieniężna.
– Sama zmiana wykresu „dot plot” albo wskazówek nie byłaby końcem świata. Jeśli jednak posiedzeń zacznie być mniej, będzie to zupełnie inny poziom zmiany i może zostać odebrane jako zakłócenie funkcjonowania rynku – powiedział Hackett.
Jednym z możliwych skutków byłby szybszy wzrost rentowności obligacji długoterminowych niż krótkoterminowych. Rynek nazywa takie zjawisko stromieniem krzywej rentowności przy spadku cen obligacji (bear steepener). Zdaniem Komala Sri-Kumara, prezesa Sri-Kumar Global Strategies, oznaczałoby to, że Fed utrzymywałby krótkoterminowe stopy procentowe na niskim poziomie, a oczekiwania inflacyjne zaczęłyby rosnąć.
– Posiadacze obligacji nie są dziećmi, które trzeba prowadzić za rękę. Mówią: „Proszę nie utrudniać mi życia przez wprowadzanie jeszcze większej niepewności” – powiedział Sri-Kumar.
Rząd federalny USA nie może sobie pozwolić na gwałtowny wzrost rentowności, ponieważ już mierzy się z kosztami finansowania 31,1 bln USD długu skarbowego znajdującego się w rękach inwestorów.
Jeśli inwestorzy jeszcze bardziej zniechęcą się do długu rządowego, zadanie sekretarza skarbu Scotta Bessenta stanie się trudniejsze. Odsetki od zadłużenia są obecnie drugą największą pozycją wydatków rządowych, ustępującą jedynie wydatkom na Social Security. Departament Skarbu szacuje, że w tym roku wyda 1,3 bln USD na koszty finansowania długu.
W wypowiedzi dla CNBC we wtorek sekretarz skarbu Scott Bessent określił podejście Warsha jako „detoks” dla rynków.
Nowa strategia może przynieść zarówno korzyści, jak i problemy. Po tak krótkim czasie nikt nie wie jeszcze, czy zadziała. Ważnym sprawdzianem będzie przemówienie Warsha podczas dorocznego spotkania Fedu w Jackson Hole w stanie Wyoming pod koniec sierpnia. Poprzedni prezesi wykorzystywali to wydarzenie do przedstawiania nowych kierunków polityki.
– Warsh próbuje przeprowadzić bardzo dużą zmianę w sposobie komunikowania danych i ich interpretowania. Powinniśmy dać mu również trochę czasu i wyrozumiałości – powiedział Catrambone, strateg obligacyjny DWS.
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.