Na pierwszy rzut oka najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy, opublikowane w piątek, pokazują bardzo dobrą sytuację zatrudnionych. Wzrost liczby miejsc pracy był jednak w dużej mierze efektem sezonowych prac w branży hotelarsko-gastronomicznej oraz zatrudniania nauczycieli przez lokalne władze przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego.
Oba te czynniki odpowiadały łącznie za 103 tys. z 162 tys. miejsc pracy w sektorach pozarolniczych utworzonych w sierpniu. To prawie dwie trzecie całego wzrostu. Tymczasem dobrze opłacany sektor technologii informacyjnych, który miał być wyjątkowo silny ze względu na ogromne wydatki związane ze sztuczną inteligencją, stracił miejsca pracy.
W czasie tego pozornego boomu wynagrodzenia godzinowe przegrywały z inflacją. W ujęciu realnym, czyli po uwzględnieniu wzrostu cen, sytuacja pracowników się pogorszyła.
Departament Pracy podał, że średnie wynagrodzenie godzinowe wzrosło między lipcem a sierpniem o 0,3%. W tym samym czasie ceny konsumpcyjne zwiększyły się o 0,4%, wynika z danych Banku Rezerwy Federalnej w Cleveland.
W ciągu 12 miesięcy średnie wynagrodzenie godzinowe wzrosło o 3,1%. Ceny konsumpcyjne podniosły się w tym samym okresie o 3,4% — wynika z danych Banku Rezerwy Federalnej w Cleveland.
Ups.
A mowa o gospodarce pobudzanej falą zadłużania. Dane dotyczące zatrudnienia pojawiły się po lipcowym szaleństwie związanym z zadłużaniem federalnym, kiedy deficyt budżetu federalnego niemal się poczwórnie zwiększył w porównaniu z poprzednim miesiącem, sięgając 432 mld USD.
Oznacza to, że w lipcu rząd federalny wyemitował zobowiązania odpowiadające około 3 200 USD na każde amerykańskie gospodarstwo domowe, a następnie wydał te pieniądze. Restauracje zatrudniły wielu nowych kelnerów, kelnerek, pracowników obsługi sali, zmywaczy i kucharzy, ale realne wynagrodzenia w całej gospodarce spadły.
I to jeszcze nie wszystko. Tuż przed Świętem Pracy Departament Pracy podał również, że amerykańscy pracownicy otrzymują obecnie najmniejszą w historii część krajowej produkcji gospodarczej.
Udział pracy w produkcie krajowym brutto, czyli część wartości wytworzonej w gospodarce trafiająca do pracowników w formie wynagrodzeń, spadł w drugim kwartale do zaledwie 52,8%. Departament poinformował w czwartek: „Udział pracy, czyli odsetek produkcji przypadający pracownikom w formie wynagrodzeń, wyniósł w drugim kwartale 2026 roku 52,8%. To najniższy poziom w całej serii danych, która rozpoczyna się w pierwszym kwartale 1947 roku”.
Dane te nie uwzględniają jeszcze zmian z dwóch kolejnych miesięcy, które przypadły już po zakończeniu drugiego kwartału.
Nie są to nowe tendencje. Przyczyniły się one do zwycięstw Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w 2016 i 2024 roku.
Od czwartego kwartału 2024 roku, czyli od czasu, gdy prezydentem był Joe Biden, udział pracy w gospodarce spadł jednak o kolejne dwa pełne punkty procentowe. Niezręcznie.
Szczęśliwego Święta Pracy.
Gdy sytuacja się uspokoi — prędzej czy później — powinno to sprzyjać obligacjom.
Wall Street oczekuje obecnie, że Rezerwa Federalna podniesie stopy procentowe trzy razy w ciągu najbliższego roku, począwszy od tego miesiąca. Po publikacji najnowszych danych o zatrudnieniu niewielka grupa zaczęła zastanawiać się, czy Fed nie podniesie stóp cztery razy, sprowadzając je za rok do poziomu 4,5–4,75%.
Podwyżki krótkoterminowych stóp procentowych wysyłają na rynek obligacji sygnał, że Fed aktywnie pilnuje inflacji. Może to ograniczyć obawy dotyczące długoterminowego wzrostu cen, a w konsekwencji doprowadzić do spadku długoterminowych stóp procentowych. Obligacje działają jak huśtawka: gdy stopa procentowa, czyli rentowność, spada, cena obligacji rośnie. Dlatego zdecydowane podwyżki stóp przez Fed mogą okazać się korzystne dla obligacji, zwłaszcza jeśli realna kondycja gospodarki jest znacznie słabsza, niż sugeruje Wall Street.
Nie uwzględnia to dodatkowo możliwości, że Fed będzie musiał zareagować na rosnący deficyt budżetowy poprzez wznowienie luzowania ilościowego (quantitative easing), czyli skupu obligacji skarbowych za nowo utworzone pieniądze.
W obliczu ostatniej słabości rynku obligacji warto zwrócić uwagę na obligacje skarbowe chronione przed inflacją, znane jako TIPS. Ich konstrukcja zapewnia, że w średnim i długim terminie ich rentowność powinna przewyższać inflację o 2–3% rocznie.
To odróżnia je od przeciętnego miejsca pracy, które — nawet podczas pozornego boomu — najwyraźniej w ogóle nie zapewnia obecnie wzrostu wynagrodzeń przewyższającego inflację.
Zobacz nasze centrum wiedzy o Obligacje i stopy▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.