Przejdź do treści
InwestHubDla inwestora — bez reklam

„Trade” na dewaluację zaczyna się sypać, a Kevin Warsh robi największą różnicę

Redakcja InwestHub · 24 czerwca 2026 21:03

Punkt zwrotny dla tzw. „debasing trade” wielu inwestorów wskazuje na 30 stycznia.

Tego dnia prezydent Donald Trump nominował Kevina Warsha na szefa Rezerwy Federalnej. Wtedy inwestorzy zaczęli na nowo oceniać sens popularnej strategii makro, której istotą było ograniczanie ekspozycji na dolara i przenoszenie środków do aktywów postrzeganych jako bardziej odporne na skutki inflacji oraz fiskalnego i monetarnego nadmiaru. Reakcja rynku była gwałtowna: złoto spadło tego dnia nawet o 13% z poziomu rekordowego, a później mocno osunął się też bitcoin. Dolar po długim osuwaniu znalazł dno i zaczął się stabilizować.

Choć Warsh zdobył poparcie ze względu na wcześniejsze deklaracje opowiadające się za niższymi stopami, to w pamięci wielu uczestników rynku pozostała jego reputacja „jaskrawego przeciwnika” inflacji. To właśnie niepewność co do kierunku działań Fed sprawiła, że część inwestorów zaczęła zabezpieczać się wcześniej, zanim Warsh został formalnie wskazany na stanowisko.

W ubiegłym tygodniu ten trend nabrał rozpędu. Warsh, prowadząc pierwsze posiedzenie polityki pieniężnej jako przewodniczący Fed, powiedział, że stabilność cen jest jego nadrzędnym priorytetem. Dla wielu traderów ta deklaracja rozwiała obawy, że Fed będzie łagodzić kurs w zgodzie z politycznymi preferencjami Białego Domu dotyczącymi niższych stóp. „Trade” na dewaluację dostał więc kolejny cios.

Obecnie rynek w pełni wycenia dwa podwyżki stóp do końca I kwartału 2027 r., podczas gdy przed decyzją z ubiegłego tygodnia mówiono o jednej. Pierwsza podwyżka mogłaby nastąpić już na najbliższym posiedzeniu w lipcu. Jednocześnie komunikat Warsha ponownie podbił znaczenie dolara i wzmocnił rentowności długoterminowych amerykańskich obligacji skorygowane o inflację — kosztem złota oraz kryptowalut.

Na giełdzie walutowej wsparcie dla USA wynika też z szerszych czynników: rośnie wiara w amerykańską „wyjątkowość”, a ogromne inwestycje powiązane ze sztuczną inteligencją oraz relatywnie korzystna pozycja energetyczna USA zwiększają atrakcyjność dolara w porównaniu z gospodarkami importującymi energię w Europie i Azji. Dobrze układający się obraz rynku pracy działa jak dodatkowe „balastowanie”.

Po ubiegłotygodniowym posiedzeniu JPMorgan Chase & Co. podniosł prognozę dolara względem euro i zalecił utrzymywanie długich pozycji na dolarze w relacji do koszyka walut o niższej rentowności, m.in. franka szwajcarskiego i dolara nowozelandzkiego.

— Jeśli Fed faktycznie ma nastawienie na podwyżki, naprawdę trudno grać kartą „debasing”, — podkreśliła Meera Chandan, współszefowa globalnej strategii FX w JPMorgan.

Na rynku opcji walutowych popyt na zabezpieczenia przed dalszym wzrostem dolara względem franka szwajcarskiego — tradycyjnego bezpiecznego przystani — wzrósł do najwyższego poziomu od 2022 r.

Warsh zapowiada przywrócenie Fed wiarygodności w walce z inflacją i jednocześnie mówi o „zmianie reżimu” (regime change) w sposobie prowadzenia polityki, komunikowania decyzji oraz zarządzania bilansem banku centralnego. Ta nowa tonacja sprzyjała wzrostowi realnych rentowności 10-letnich Treasuries do 2,28%, najwyższego poziomu od ponad roku.

Złoto odstaje

Wyższe realne stopy podnoszą koszt alternatywny utrzymywania aktywów, które nie generują dochodu, takich jak złoto czy bitcoin.

Deutsche Bank AG obniżył swoją prognozę ceny złota nawet o 22% — inwestorzy są coraz bardziej ostrożni wobec perspektyw polityki pieniężnej USA, a popyt na metal szlachetny wyhamowuje. To kolejne cięcie po podobnym ruchu wykonanym tydzień wcześniej przez Goldman Sachs Group Inc., który zredukował o 500 USD roczną prognozę do 4.900 USD za uncję.

W ujęciu przepływów z rynku papierów wartościowych w USA w tym miesiącu z funduszu SPDR Gold Shares (największy złoty ETF) odpłynęło dotąd blisko 1 mld USD. To przedłuża serię odpływów z ETF-u od końca lutego do 12 mld USD, co oznacza największy wynik dla dowolnego czteromiesięcznego okresu od 2013 r.

Trzeba jednak pamiętać, że „debasing trade” nigdy nie opierał się wyłącznie na polityce pieniężnej. Utrzymują się też obawy o skalę pożyczek rządowych i trwałość długu. Deficyt budżetowy USA jest blisko 6% PKB, mimo że sekretarz skarbu Scott Bessent zapowiadał jego redukcję o połowę do końca kadencji Donalda Trumpa.

W Wielkiej Brytanii inwestorzy pozostają czujni, obawiając się, że kolejne zaciąganie długu na finansowanie wydatków może bardziej nadwyrężyć i tak już kruche finanse publiczne. Podobne wątpliwości powtarzają się w Japonii.

Cały ten splot czynników wspiera wzrost cen złota — od dwóch lat do stycznia notowania poszły w górę o ponad 175% — i napędza popyt na alternatywne magazyny wartości. W podobnym duchu miliarderzy Ray Dalio i Ken Griffin argumentowali, że złoto może ostatecznie okazać się bezpieczniejsze niż dolar, a zarazem ostrzegali przed ryzykiem przyszłego kryzysu fiskalnego wynikającego z trajektorii zadłużenia USA.

— „Debasement” to narracja o charakterze strukturalnym, ale to długa historia, — mówi Paresh Upadhyaya, strateg w Pioneer Investments, który jednocześnie stał się bardziej optymistyczny wobec dolara. — Na razie działa czynnik cykliczny, który przeważy temat dewaluacji.

Na ten moment inwestorzy wydają się koncentrować na tym, że Fed może z determinacją doprowadzić inflację pod kontrolę. JPMorgan szacuje, że alokacje inwestorów w „debasing trade” — przede wszystkim w złoto i bitcoina — wróciły do poziomów ostatnio widzianych w marcu 2025 r., czyli przed tym, jak ogłoszenia Trumpa dotyczące ceł na nowo rozpaliły obawy o inflację i wiarygodność polityki.

— Ten „debasing trade” trochę przysypia, — oceniła Meera Chandan z JPMorgan.

Zobacz nasze centrum wiedzy o Makro i gospodarka

▸ Komentarze (0)

Komentujesz jako Anonim. Bez konta, bez emaila.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.