Przejdź do treści
InwestHubDla inwestora — bez reklam

Ceny ropy i niepewność wojny zwiększają ryzyko dla „AI-betu” Big Tech o wartości 725 mld USD

Redakcja InwestHub · 28 lipca 2026 02:46

Ceny ropy naftowej się wycofują po tym, jak Brent znów osiągnął 100 USD w ubiegłym tygodniu, po weekendowej przerwie w działaniach zbrojnych między Stanami Zjednoczonymi i Iranem. Ponieważ jednak wynik konfliktu pozostaje bardzo niepewny, perspektywy dla rynków akcji wyraźnie się pogorszyły. Do tego dochodzi „wydatkowy” szał Big Tech związany z AI oraz nowe ostrzeżenia o możliwych brakach w dostawach surowców energetycznych — dlatego spodziewamy się dłuższej fali zamieszania na rynkach.

Ubiegły tydzień przyniósł rzadką kumulację negatywnych wydarzeń rynkowych, które musiały podkopać wiarę wielu byków. Poza wzrostem cen ropy, napędzanym rozszerzeniem wojny na Bliskim Wschodzie aż po Morze Czerwone — gdy jemeńscy Huti atakowali dwa tankowce — inwestorzy nastawieni na wzrost musieli zmierzyć się też z najnowszą serią ceł ogłoszoną przez prezydenta Donalda Trumpa oraz ze spadkiem akcji Big Tech po tym, jak spółka będąca właścicielem Google, Alphabet, ujawniła, że w drugim kwartale spaliła 6 mld USD gotówki z powodu wydatków na AI. Był to pierwszy raz, gdy Alphabet zanotował ujemny kwartalny przepływ środków pieniężnych od momentu wejścia na giełdę — odnotował Financial Times, a to wywołało niepokój wśród inwestorów.

W sumie liderzy Big Tech planują w tym roku przeznaczyć łącznie ponad 725 mld USD na realizację planów związanych ze sztuczną inteligencją. To z pewnością kwota, która wiele osób skłania do zatrzymania się i wzięcia wstrzymania oddechu, głównie dlatego, że zwroty z inwestycji w AI pojawiają się wolniej, niż wielu inwestorów by chciało. Jest jednak jeszcze inny powód, dla którego sytuacja powinna budzić zaniepokojenie. Big Tech stał się bowiem istotnym czynnikiem napędzającym globalny popyt na energię — a wraz z tym rośnie zapotrzebowanie na surowce energetyczne.

Gdy Huti ogłosili w ubiegłym tygodniu blokadę morską wobec Arabii Saudyjskiej i pokazali, że traktują to serio, atakując tankowce w Cieśninie Bab el-Mandeb, obserwatorzy rynku musieli przyjąć do wiadomości, że wojna na Bliskim Wschodzie „rozlała się” poza Cieśninę Hormuz — która pozostaje w dużej mierze zamknięta. Oznacza to więcej baryłek zablokowanych w drodze na rynki. Dodatkowo sytuacja w wojnie w Ukrainie rozwinęła się w negatywnym kierunku: ukraińskie ataki dronami na sieć Caspian Pipeline Consortium doprowadziły do wyraźnego ograniczenia produkcji ropy w Kazachstanie. Wszystko razem sprawiło, że zakłócenia dotknęły nawet jednej czwartej światowej produkcji ropy oraz znaczącej części globalnego rynku gazu.

To zła wiadomość dla Big Tech. Branża ma już niedobory energii w kontekście planowanego wzrostu liczby centrów danych napędzanego przez AI. Każde dodatkowe zakłócenie w podaży surowców energetycznych tylko pogorszy sytuację i skłoni ich do jeszcze większych wydatków. Wyższe ceny ropy i gazu nieuchronnie oznaczają przecież wyższą inflację w pozostałych obszarach gospodarki, ponieważ koszty energii stanowią fundament kosztów we wszystkich innych kategoriach w danym kraju.

„Konflikt wszedł w zdecydowanie bardziej niebezpieczną fazę” — powiedziała w ubiegłym tygodniu Helima Croft, szefowa globalnej strategii w RBC Capital Markets (za cytatem CNN). „Może to zmienić nastawienie obozu, który zakłada, że rynek zawsze znajdzie obejście”. To istotna uwaga, bo ten obóz był dominujący. Każda informacja o odwilży wokół Hormuz sprowadzała ceny ropy w dół, uśpili więc czujność wielu osób, które zaczęły myśleć, że większy wstrząs po stronie podaży ropy i gazu byłby mniej dotkliwy, niż mógłby być w innym scenariuszu.

Nastroje wśród scenariuszy spadkowych dla ropy zaczęły natomiast się wykruszać. Chiny obcięły import i sięgnęły po zapasy, aby przetrwać początkowy szok, ale zapasy nie są nieskończone. Widać też rosnący niepokój w tym kraju — potwierdza to 4-procentowy spadek cen ropy w ostatni piątek, po tym jak Reuters poinformował, że Chiny naciskają na pokój. Z perspektywy inwestorów to nie był sygnał do sprzedawania — należało się zatrzymać i zapytać, co oznacza fakt, że Chiny nerwowo reagują na wojnę w regionie świata o największej produkcji ropy. Powód jest oczywisty: im dłużej trwa konflikt, tym mocniej zaciska się podaż.

Tymczasem zapasy z każdym miesiącem są coraz niższe. Rządy szybko uruchamiały działania, by wyciągnąć z magazynów miliony baryłek, aby utrzymać limit wzrostu cen paliw dla odbiorców detalicznych. To pomogło, ale znów trzeba będzie uzupełnić zapasy, a na to brakuje pieniędzy — na skutek inflacji związanej z wojną. CNBC podało, że wojna na obszarze Iranu kosztuje przeciętnie amerykańskie gospodarstwo domowe ok. 1 200 USD rocznie, powołując się na szefa działu ekonomii w Moody’s Analytics, Mark’a Zandiego.

„Po prostu nie widzę, jak ropa mogłaby realnie zaszkodzić hiperskalerom” — powiedział w rozmowie z Bloombergiem w ubiegłym tygodniu główny strateg rynkowy F.L. Putnam. Niestety, ropa może bardzo bezpośrednio wpływać na hiperskalerów oraz na inwestorów, którzy stawiają, że hiperskalowanie będzie docelowo silnikiem wzrostu. Pomijając bardzo realny problem z napięciem na rynku gazu i kwestie turbin w elektrowniach zasilających centra danych, gdy rośnie cena ropy, rosną też koszty wszystkiego innego — od żywności po półprzewodniki i inne urządzenia. Trudno wskazać coś bardziej wpływowego.

Zobacz nasze centrum wiedzy o Akcje i spółki

▸ Komentarze (0)

Komentujesz jako Anonim. Bez konta, bez emaila.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.