Andy Burnham wygrywa wybory w Makerfield i zwiększa presję na Keira Starmera, by podał się do dymisji
Andy Burnham odniósł wyraźne zwycięstwo w samodzielnym głosowaniu w okręgu Makerfield w północno-zachodniej Anglii. Zdobył 54,8% głosów, wyprzedzając Roberta Kenyona z Reform UK (34,5%). Trzecie miejsce przypadło Restore Britain, które uzyskało nieco poniżej 7%.
Tym samym 56-letni burmistrz Greater Manchester uzyskał miejsce w Izbie Gmin, co stwarza mu realną drogę do podjęcia próby przejęcia stanowiska premiera Keira Starmera. Burnham od dawna sygnalizował swoje plany wobec urzędu szefa rządu, ale w pierwszej kolejności potrzebował mandatu parlamentarnego.
Rozmiar wygranej ma dodatkowe znaczenie w szerszym układzie politycznym. Dzięki temu Burnham może przedstawiać się jako najmocniejsza opcja w Labour, która będzie w stanie odpowiedzieć na rosnące zagrożenie ze strony Nigela Farage’a. Jego ugrupowanie umocniło pozycje w Makerfield w wyborach lokalnych niespełna sześć tygodni temu.
Starmer zareagował stanowczo, deklarując gotowość do walki. Godziny po ogłoszeniu wyniku powiedział do mediów: jeśli dojdzie do wyborów przywódczych, wystartuje, dodając „nie odejdę”. Zapowiedział też, że w razie takiej potrzeby rzuci Burnhamowi wyzwanie w konkursie na lidera.
Po stronie Burnhama ma teraz narastać presja, by premier ustąpił bez dalszej konfrontacji. Zwycięstwo padło przy wysokiej frekwencji, co zwiększa możliwość, że Starmer może zostać zmuszony do odejścia również poprzez rezygnacje z rządu, jeśli zdecyduje się bronić stanowiska.
Sytuacja premiera osłabła po bardzo słabym wyniku Partii Pracy w majowych wyborach lokalnych, w których Reform zwiększyło poparcie. Po tamtych głosowaniach niemal jedna czwarta z ponad 400 posłów Labour wezwała Starmera do odejścia.
Po ogłoszeniu wyników Burnham powiedział do swoich zwolenników, że „to może być – tylko może – moment zwrotny”, a następnie dodał, że „to jest ostatnia szansa na zmianę”. Jak podkreślił, partia musi tę szansę usłyszeć, odpowiednio wykorzystać i „dobrze to zrobić”, bo „nie będzie drugiej okazji”.
W krótkim terminie oznacza to zamieszanie w rządzącym obozie. Jeśli Starmer „wgryzie się” w problem i nie ustąpi, mogą pojawić się dymisje w gabinecie. Część posłów Labour, w tym były minister zdrowia Wes Streeting, może też rozważać uruchomienie formalnego procesu rywalizacji o przywództwo. Wciąż nie wiadomo jednak, czy ktoś inny niż Burnham będzie w stanie zebrać poparcie 81 posłów potrzebne do wszczęcia takiego konkursu.
Starmer pogratulował Burnhamowi zwycięstwa w serwisie X. Napisał, że wyborcy postawili na kampanię Labour opartą na nadziei i optymizmie zamiast „podziałów i nienawiści”.
O politycznym ryzyku mówił także James Lyons, były dyrektor komunikacji Starmera, który stwierdził w rozmowie z Sky News, że premier znalazł się w „politycznym bagnie” i że rośnie szansa na zainstalowanie Burnhama jako premiera bez konkursu na przywództwo – m.in. dlatego, że wynik był wyraźny.
W trakcie liczenia głosów część zwolenników Burnhama była coraz bardziej przekonana, że Starmer może wkrótce przedstawić harmonogram odejścia. Nigel Farage nie był postrzegany podczas liczenia, natomiast Rupert Lowe z Restore Britain – ugrupowania, które niedawno odłączyło się od Reform – rozmawiał z mediami, czekając na ostateczne rezultaty.
Istotnym elementem jest też struktura poparcia: wynik Burnhama znacząco przewyższył łączne udziały głosów Reform i Restore. Oznacza to, że zwycięstwo nie opierało się wyłącznie na rozłamie po prawej stronie sceny. Brak dalszych postępów Reform w Makerfield traktowany jest jako kolejny cios dla Farage’a, który od ponad roku prowadzi kampanię w kraju w sposób sugerujący, że jego formacja jest „gotowa do rządzenia” w przyszłości.
„To najgorszy wieczór Reform UK od wyborów powszechnych” – powiedział Luke Tryl z More in Common w rozmowie z Times Radio, oceniając, że partia praktycznie nie posunęła się naprzód w Makerfield, miejscu, które teoretycznie powinno jej szczególnie sprzyjać.
Farage po wyniku wyraził „rozczarowanie” w nagraniu wideo. Zwracając się do wyborców, którzy odeszli od Reform na rzecz Restore Britain, powiedział: „Czego oczekujecie? Jesteśmy partią wyzwaniem dla lewicy w tym kraju i namawiam, byście jeszcze raz przemyśleli sprawę”.
Na rynkach finansowych wyścig był obserwowany uważnie, m.in. przez obawy, że gdyby Burnham doszedł do władzy, mógłby prowadzić luźniejszą politykę fiskalną niż Starmer i jego minister finansów Rachel Reeves. Burnham wcześniej mówił, że kraj jest „zastawiony” wobec rynków obligacji, choć zaznaczał, że jego wypowiedź z zeszłego roku została wyrwana z kontekstu. Mimo to zdania te wciąż wracają w debacie inwestorów.
Funt w piątek praktycznie nie zmienił wartości wobec dolara, utrzymując się w okolicach 1,32 USD. Jednocześnie spadały brytyjskie obligacje (gilts) – szczególnie te o dłuższych terminach zapadalności, bardziej wrażliwe na ryzyko polityczne i fiskalne. Rentowność dziesięcioletnich papierów wzrosła o pięć punktów bazowych do 4,81%. Na ruch kursów wpływała także zwyżka cen ropy po czwartkowym zamknięciu, która podsyca obawy o presję inflacyjną.
Burnham zapewnia, że w razie objęcia władzy nie zmieni limitów dotyczących zadłużania państwa. Ma to uspokoić inwestorów w sprawie jego planów fiskalnych. Obecne reguły zakładają, że kanclerz skarbu ma zbilansować wydatki bieżące dochodami podatkowymi do 2029/30 oraz zredukować dług – mierzone przez public-sector net financial liabilities – jako udział w PKB do tego samego horyzontu.
Reeves już wcześniej zmieniała te zasady, tak aby umożliwić większe zaciąganie zobowiązań na finansowanie planów inwestycyjnych Labour.
Podczas wieczoru zwycięstwa Burnham wezwał do nowego programu reindustrializacji północnej Anglii i obiecał, że będzie walczyć o to, by życie było bardziej przystępne cenowo.
Tymczasem popularność Starmera wyraźnie spadła po jego zwycięstwie w wyborach parlamentarnych w 2024 roku. Rząd musiał też wykonać zwroty w kilku niepopularnych decyzjach politycznych. Dodatkowo premier mierzył się z krytyką po nominacji Petera Mandlesona na ambasadora USA pod koniec 2024 roku, m.in. ze względu na powiązania Mandlesona z zmarłym pedofilskim finansistą Jeffreyem Epsteinem.
W ostatnich dniach Starmer dostał kolejny cios: minister obrony John Healey podał się do dymisji po wielomiesięcznym sporze z Ministerstwem Skarbu, który ostatecznie zakończył się impasem w kwestii wydatków. Healey w liście rezygnacyjnym napisał, że szef rządu był „niezdolny, a skarb niechętny, by zobowiązać zasoby potrzebne państwu do obrony kraju w czasie narastających zagrożeń”. Healey był postrzegany jako lojalny sojusznik Starmera.
Jeśli Starmer zrezygnuje, albo zostanie odwołany w głosowaniu w partii Labour przez jej członków, Wielka Brytania będzie miała piątego premiera w niespełna cztery lata.
Dyskusje o ASML na forum
Forum spółki →▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.