Analityk ostrzega: w USA może zabraknąć gazu, a podwyżki mogą przyjść w sześć miesięcy
Analityk rynku energii ostrzega, że cena gazu ziemnego w USA może zacząć rosnąć już w ciągu sześciu miesięcy. Jego zdaniem mechanizm stojący za tym scenariuszem jest gorszy niż cokolwiek w nowożytnych danych historycznych.
W centrum tej tezy jest ryzyko gwałtownego kurczenia się zapasów gazu ziemnego w magazynach. Analityk wskazuje, że w 2028 r. może rozpocząć się ich rozładowywanie w sposób bez precedensu, a następnie możliwe jest wyczerpanie tzw. working storage (zapasów roboczych) około 2030 r.
Według jego oceny to nie jest scenariusz „skromnych podwyżek”. Zasadnicza blokada ma dotyczyć przede wszystkim możliwości dostarczania gazu (deliverability), a nie ograniczeń samych elektrowni.
Dlaczego to zyskuje uwagę, gdy inflacja wygląda spokojniej
W czerwcu 2026 r. wskaźnik CPI (Consumer Price Index) wyniósł 332,6. Był niższy o 1,4 pkt w porównaniu z majem i oznaczał spadek miesięczny o 0,4%.
Równolegle ropa WTI (West Texas Intermediate) mocno spadła. Z szczytu z kwietnia 114,58 USD za baryłkę zjechała do lipcowego dołka na poziomie 69,60 USD. Ceny na stacjach poszły w ślad za ropą: z 4,31 USD za galon 1 czerwca do 3,78 USD 6 lipca, po czym lekko odbiły do 4,00 USD.
Analityk uważa jednak, że „łagodzenie” może się wkrótce skończyć. Jego punkt widzenia jest taki, że rynek może niedoszacować kolejnego zwrotu.
Gaz wpływa na prąd i przemysł, więc wzrost kosztów łatwo przenosi się dalej
Kluczowe jest to, jaką rolę gaz odgrywa w wytwarzaniu energii. Analityk przypomina, że w 2025 r. gaz był największym źródłem prądu w USA, odpowiadając za ok. 41% wytwarzania energii w skali użyteczności publicznej. Na drugim miejscu znalazły się elektrownie jądrowe z udziałem blisko 18%.
W jego opisie gaz jest paliwem „marginalnym” w wielu godzinach pracy sieci, czyli tym, które w praktyce pomaga ustalać cenę w rozliczeniach. A kiedy zmienia się koszt gazu, zmieniają się też koszty w wielu gałęziach zależnych od prądu i energii procesowej.
Wskazuje, że gaz trafia pośrednio lub bezpośrednio do łańcucha m.in. w produkcji żywności, nawozów, tworzyw sztucznych, stali, cementu i farmaceutyków. Jego argument jest prosty: jeśli gaz drożeje, uderza to w kolejne sektory.
Dwie ściany popytu i ograniczenie podaży
Analityk mówi, że niedobór ma charakter strukturalny. Jego zdaniem składają się na to dwa czynniki rosnącego zapotrzebowania, które „dociskają” ograniczenie produkcyjne.
Po pierwsze są to eksporty skroplonego gazu LNG. Analityk przywołuje prognozy EIA, według których średnie wolumeny mają wynieść 17,0 mld stóp sześciennych dziennie (Bcf/d) w 2026 r. oraz 18,2 Bcf/d w 2027 r. Jednocześnie pojemności mają wzrosnąć do 27,7 Bcf/d do 2030 r.
Po drugie rosną centra danych. Analityk wskazuje, że Departament Energii prognozuje, iż w 2028 r. centra danych mogą dojść do 12% zapotrzebowania na energię elektryczną w USA, wobec 4,4% konsumpcji w 2023 r. Jego zdaniem ta dodatkowa energia będzie pochodzić głównie z turbin gazowych.
Kiedy według niego rynek zacznie to odczuwać
W modelowaniu analityk zakłada, że w USA zaczną się nietypowo szybkie ubytki gazu w magazynach od 2028 r., a jednocześnie istnieje ryzyko wyczerpania zapasów roboczych około 2030 r. Jednocześnie zaznacza, że podwyżki cen mogą zacząć pojawiać się szybciej — jeszcze przed pełnym ujawnieniem się skutków.
Obecne ceny mogą dawać złudne wrażenie spokoju
Analityk wskazuje, że bieżące notowania Henry Hub (głównego amerykańskiego punktu odniesienia dla cen gazu) nie odzwierciedlają według niego narastającego ryzyka. W czerwcu 2026 r. gaz jest na poziomie 3,15 USD za milion BTU. To mniej niż styczniowy skok w 2026 r. do 7,72 USD za milion BTU.
Przywołuje też prognozy EIA: średnio około 3,50 USD/MMBtu w 2026 r. i 3,18 USD/MMBtu w 2027 r. Według jego oceny prognozy nie uwzględniają „klifu” popytowego.
Co warto obserwować w najbliższych kwartałach
Analityk podkreśla, że gospodarstwa domowe już odczuwają niepewność ekonomiczną. Wskaźnik nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan wyniósł 44,8 w maju 2026 r., wobec 61,7 rok wcześniej.
Jeśli dojdzie do wstrząsu w energii elektrycznej i produkcji napędzanego drożejącym gazem, jego zdaniem uderzenie trafi w rynek, który i tak jest „nerwowy”.
Jako sygnały na kolejne dwa kwartały wskazuje dwie rzeczy:
- zimowy odcinek kontraktów Henry Hub (tzw. winter Henry Hub strip), czyli jak rynek wycenia gaz na zimę,
- raporty dotyczące zasilania zapasów gazu do magazynów (storage injection) w drodze do października.
Jeśli wstrzyki do magazynów okażą się lekkie, a jednocześnie będą rampować terminale eksportowe LNG oraz pojawią się umowy na energię zawierane przez duże firmy technologiczne (w tym hyperscalerzy), to jego „licznik” sześciu miesięcy ma, według tego scenariusza, zacząć szybko nabierać tempa.
Analityk łączy to także z ryzykiem odwrócenia trendu inflacyjnego: gdyby gaz wzrósł do 5 USD za milion BTU i utrzymał się do wiosny, jego zdaniem historia CPI może przestać „chłodzić”, a zacząć napędzać kolejną falę inflacji.
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.