Aktywny fundusz TFI obiecuje: „nasi eksperci wybiorą najlepsze spółki i pobiją rynek”. Intuicyjnie brzmi to lepiej niż „głupi” ETF, który kupuje wszystko po kolei. Problem w tym, że w długim okresie dane mówią coś odwrotnego.
O co toczy się gra
| Cecha | Aktywny fundusz TFI | ETF indeksowy |
|---|---|---|
| Cel | Pobić rynek | Odwzorować rynek |
| Roczna opłata | ~1,5–3,5% | ~0,05–0,5% |
| Decyzje | Zarządzający (człowiek) | Reguła indeksu |
Pierwszy powód: matematyka opłat
To najważniejszy punkt. Różnica opłat 2% rocznie nie wygląda groźnie, ale po 25–30 latach „zjada” ogromną część zysku przez procent składany.
Drugi powód: to gra o sumie zerowej
Wszyscy aktywni zarządzający razem są rynkiem. Średnio nie da się pobić samego siebie — więc średnio aktywni inwestorzy osiągają wynik rynku minus opłaty. Dlatego po kosztach większość z definicji jest poniżej indeksu.
Trzeci powód: trudno wytypować zwycięzcę z góry
Część funduszy w danym roku pobije rynek — to pewne. Problem w tym, że za każdym razem jest to ktoś inny. Fundusz, który błyszczał przez 3 lata, często przeciętnieje w kolejnych. Wybranie z góry „tego jednego”, który będzie wygrywał przez 20 lat, jest niemal niemożliwe.
Kiedy aktywny fundusz może mieć sens
- W egzotycznych rynkach, gdzie taniego ETF po prostu nie ma.
- Gdy potrzebujesz konkretnej strategii niedostępnej w formie ETF.
Dla typowego polskiego inwestora budującego majątek na lata fundament powinien być jednak prosty: tani, szeroki ETF UCITS, najlepiej na koncie IKE/IKZE. To nie jest „gorszy wybór dla leniwych” — to wybór poparty danymi.