SpaceX (SPCX) wchodzi w trzeci tydzień notowań i ma dołączyć do indeksu Nasdaq 100. Wokół akcji wciąż jest dużo impetu, a zainteresowanie napływa zarówno od inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych.
Proces wejścia na giełdę był nietypowy: cena została ustalona z góry, bez klasycznego book-buildingu (gromadzenia zapisów inwestorów). To doprowadziło do dużego wzrostu pierwszego dnia handlu, a następnie niemal pełnego cofnięcia do ceny debiutu. Wczoraj nastąpiło niewielkie odbicie, które przyniosło inwestorom chwilową ulgę.
Zapowiada się duża zmienność. Spółka jest wyceniana na poziomie między 50 a 100 razy przychodów, co czyni ją niezwykle drogą w relacji do sprzedaży. W krótkim terminie kurs będzie pod wpływem serii terminów związanych z wejściem na rynek oraz wygasaniem ograniczeń sprzedaży akcji.
Na kalendarzu są konkretne daty: 11 lipca SpaceX raportuje wyniki za drugi kwartał, a 12 lipca kończy się pierwszy etap okresu lock-up (ograniczenia sprzedaży akcji po IPO) i część insiderów będzie mogła sprzedać transzę akcji. Kolejne zwolnienia ograniczeń przypadają w 70, 100 i 135 dni od IPO. Elon Musk musi wstrzymać sprzedaż swoich akcji przez 366 dni od debiutu i posiada ich dużo.
Handel detaliczny koncentrował się głównie na SpaceX; poza nią jedyną inną spółką, którą inwestorzy indywidualni intensywnie kupowali i sprzedawali w ostatnich tygodniach, była Wendy’s. Aktywność nieco zelżała, bo część drobnych inwestorów woli teraz kupować ETF-y i utrzymywać pozycje z powodu niepewności na rynku.
Z punktu widzenia biznesowego jedynym obecnie przynoszącym dochód elementem działalności SpaceX jest Starlink. Elon Musk ocenia adresowalny rynek na 24 bln USD, ale firma ma przed sobą dużo pracy, by ten rynek zagospodarować. SpaceX już wysyła wiele rakiet w kosmos i ma liczne plany rozwoju — przewaga pierwszeństwa (first-mover advantage) jest ważna, bo wejście w tę branżę jest bardzo kosztowne.
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.