Prezes JPMorgan: nie kupowałbym szerokiego rynku akcji
JPMorgan miał najzyskowniejszy kwartał w swojej historii. Zysk netto w II kwartale wyniósł 21,2 mld USD; firma zawdzięcza to przede wszystkim mocnym przychodom z handlu papierami wartościowymi oraz zyskowi z posiadanej pozycji w Visa.
Równocześnie S&P 500 zyskał w tym roku blisko 10%. Konsumenci wciąż wydają, inflacja osłabła, a na większości wskaźników nastroje rynkowe wyglądają dobrze.
Jamie Dimon zajmuje jednak ostrożne stanowisko. W wywiadzie nagranym 16 lipca i opublikowanym 21 lipca w podcaście „Master Investor” powiedział, że absolutnie nie kupowałby szerokiego rynku akcji przy obecnych poziomach cen. Dodał, że rozważyłby zakup pojedynczych spółek tylko wtedy, gdy znalazłby coś naprawdę atrakcyjnego.
Dimon nie chciałby też kupować długoterminowych amerykańskich obligacji skarbowych. Nawet jeśli inflacja wróciłaby do celu Rezerwy Federalnej (2%), jego zdaniem rentowność 10-letnich papierów powinna pozostać w przedziale 4–4,5%. Obecnie 10-letnie obligacje przynoszą około 4,6%, więc miejsce na spadek rentowności (czyli wzrost cen obligacji) jest bardzo ograniczone.
Dimon przewiduje, że tzw. „bond vigilantes” (inwestorzy wymuszający wyższe rentowności, by sfinansować rosnący dług publiczny) będą dalej domagać się wyższych rentowności, co utrzyma presję na papiery o długim terminie zapadalności. To oznacza, że tradycyjna strategia ucieczki do obligacji podczas spadków na akcjach może dziś działać słabiej niż wcześniej.
W wywiadzie Dimon poruszył też ryzyko związane z boomem inwestycji w sztuczną inteligencję. Porównał obecną falę wydatków na AI do boomu internetowego z końca lat 90. i stwierdził, że inwestycje prawdopodobnie się w sumie zwrócą, ale niekoniecznie w sposób i w czasie, jakiego oczekują inwestorzy. W tym roku wzrosty indeksu S&P 500 były w dużej mierze napędzane przez spółki technologiczne wyceniające potencjalne korzyści z AI.
Jego ogólna obawa to lista ryzyk, które — jego zdaniem — rynek źle wycenia lub w ogóle ich nie uwzględnia. W wywiadzie wymienił cztery konkretne klastry ryzyka:
- wojny w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie,
- napięcia między USA a Chinami,
- rosnące wydatki wojskowe rządów,
- powiększające się deficyty budżetowe.
Dimon nie prognozował nagłego krachu. Powiedział, że „może potrzeba więcej słomek, by złamać grzbiet wielbłąda” — czyli dalsze eskalacje mogą być potrzebne, żeby wywołać załamanie rynku. Jego zastrzeżenie jest takie, że rynki stały się odporne na szoki, które w poprzednich cyklach je silnie poruszały, i inwestorzy mogą traktować tę odporność jak stan trwały.
JPMorgan nie ma problemów operacyjnych — właśnie osiągnął rekordowe wyniki. Dimon powtarzał tego typu ostrzeżenia przez większość 2026 roku, a S&P 500 nadal rósł. Teraz mówi, że ceny akcji urosły do poziomu, który zostawia niewiele bufora na wypadek nieoczekiwanego pogorszenia sytuacji. To sygnał, który warto mieć na uwadze.
Dyskusje o S&P 500 na forum
Forum spółki →▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.